Chciałbym dziś opowiedzieć o Greku – Starcu Paisjuszu Hagiorycie[i]. Po pierwsze dlatego, że cieszy mnie, że duch Ojców Pustyni z piątego, szóstego wieku ma się całkiem nieźle. Po drugie dlatego, że coś mi mówi, że skoro ten duch już raz przyniósł odrodzenie Europie, to dlaczego nie miałby zrobić tego ponownie? Po trzecie wreszcie, osoba ojca Paisjusza, sama w sobie, zasługuje na opowiedzenie – pisze Artur Żak

Pisząc ten tekst chciałem w pierwszej kolejności postawić tezę, że jedność kościołów prawosławnego i katolickiego  możliwa jest nie w hierarchach ale w świętych. Każdy z chrześcijańskich kościołów może zaoferować sobie wzajemnie niezwykłe osoby, których życie, czyny i myśli ubogacają wszystkich, a przede wszystkim łączą w oddaniu siebie Bogu. Tylko ubiegły wiek przyniósł w Kościele Katolickim osoby św. Damiana de Veuster, św. Charbela, św. Maksymiliana Kolbe, Ojca Pio, bł. Matki Teresy z Kalkuty, św. Faustyny, św. Rafał Arnáiz Barón, itd… można długo wymieniać. W tym samym czasie w kościele prawosławnym również pojawiły się osoby, które swoim życiem odcisnęły wyraźny ślad i stały się inspiracją dla tysięcy ludzi do zmiany swojego życia.

Kiedy zanurzyłem się w lekturę książki „Żywot Starca Paisjusza Hagioryty” doszedłem do wniosku, że stawianie jakichkolwiek tez nie ma najmniejszego sensu. Duchowość starca Paisjusza wymyka się zaszufladkowaniu. Jedno jest pewne: był on po prostu dobrym człowiekiem zafascynowanym Bogiem, w którym mieszkał najczystszy duch Ojców Pustyni. Całe życie starał się żyć w zapomnieniu i w samotności, ale nie udawało mu się to. Jak pisze Hiermonich Izaak: „Bóg chciał go rozsławić już w tym życiu. Takie jest prawo duchowe. Im bardziej człowiek goni swój cień – to znaczy sławę, tym bardziej sława od niego ucieka. Im szybciej próbuje od niej uciec, tym szybciej ona za nim podąża. Właśnie to stało się ze Starcem Paisjuszem.”.

Na czym polega jego siła i niezwykłość? Na pytanie, jak się modlić, odpowiedział: „Staraj się odmawiać modlitwę, a ona sama cię nauczy.”. W innym miejscu stwierdził: „Rękojmią tego, by ktoś prowadził prawdziwe życie duchowe, jest wielka surowość wobec siebie samego i wiele wyrozumiałości dla innych. Człowiek nie powinien wykorzystywać kanonów jako armat przeciwko innym ludziom.”.

Jednym z kluczowych momentów życia Starca Paisjusza był jego pobyt na Synaju, gdzie wiódł życie na wzór Ojców Pustyni: „- Abba, jak żyliście na Synaju? – spytał Starca pewien człowiek. Starzec odparł: „Moim pożywieniem była herbata z sucharkami, które sam robiłem. Rozwałkowywałem cienki placek ciasta i suszyłem go na słońcu. Te suchary były tak twarde, że rozbijały się jak szkło. Czasami gotowałem łuskany ryż w puszce od konserw. Ta puszka była zarazem czajnikiem, garnkiem i miską, i kubkiem. Całe moje gospodarstwo”. W innym miejscu wspomina: „Pewnego razu zasadziłem krzak pomidorów, ale potem zaczęły mnie dręczyć wątpliwości i wyrwałem go, żeby nie kusić Beduinów. Wydawało mi się niewłaściwe to, że biedni Beduini nie mieli pomidorów, a ja – mnich – będę je miał.”.

Pojawia się pytanie, czy taki radykalizm jest komukolwiek potrzebny? Czego możemy się nauczyć od człowieka, który nie dość, że nic nie miał, to jeszcze nie wyobrażał sobie, że może cokolwiek mieć? A jednak ten człowiek stał się inspiracją dla dziesiątek, jeśli nie setek, tysięcy Greków. Starzec nie używał wielkich słów, po prostu radził, żeby byli pokorni, modlili się i prosili Miłosiernego Boga o rozwiązanie ich problemów. „Mówił, żebyśmy nie próbowali rozwiązywać swoich problemów sami, ponieważ robiąc tak, tylko je coraz bardziej komplikujemy.”. Siłą tych prostych słów była autentyczność osoby Starca, który swoim ascetycznym życiem poświadczał, że słowa: „posłuszeństwo”, „pokora”, „pokuta”, „ubóstwo”, to nie slogany na pokaz.

W tym miejscu chciałbym zacytować relację jednego z rozmówców Starca: „Zacząłem kategorycznie i agresywnie „wykładać” przed Starcem swoje problemy, starając się zwrócić jego uwagę na to, że ludzie w świecie doświadczają wielu trudności. Starzec lekko się uśmiechnął, napił się z kubka i zupełnie obojętnie powiedział: „No i czemu się przejmujesz? Bóg ci pomoże”. Zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Bardzo kochałem Starca, mogłem rozmawiać z nim zupełnie swobodnie, dlatego zawołałem: „Co ty mówisz Abba!… Bóg pomaga raz, pomaga drugi… Cóż to, czy ma obowiązek stale pomagać?””. Wtedy Starzec spojrzał na mnie poważnie i wygłosił słowa, które uderzyły mnie jak grom. „Tak – powiedział. – Bóg ma obowiązek stale pomagać”.”

Do Starca przychodzili nie tylko ludzie strapieni duchowo, ale również tacy, którzy chcieli go zdyskredytować, albo potwierdzić swoje własne oczekiwania. „Jeżeli ktoś pytał Starca nie po to, żeby przyniosło mu to pożytek, albo żeby okazać mu posłuszeństwo, ale po to, żeby „wydobyć” od niego błogosławieństwo, by mógł postąpić według własnej woli, Starzec, przerywając bezowocną rozmowę, mówił: „Pokłoń się swoim myślom i rób co chcesz.””.

Trudno w krótkiej recenzji pokazać wszystkie aspekty duchowości Starca. Książka „Żywot Starca Paisjusza Hagioryty” liczy ponad pięćset stron, a daleko jej do miana pełnej biografii. Dlatego chciałbym się skupić na tym elemencie, bez którego, moim zdaniem nie sposób zrozumieć Starca Paisjusza. Mowa o pokorze, w której nie ma miejsca na żadne kompromisy. W 1965 roku pisał on: „,Porównujemy się do zwierząt i tym porównaniem osądzamy nawet je, nieszczęsne. A przecież nie jesteśmy podobni do nich, tylko gorsi niż one. Kiedyś, rozmyślając nad tym, do kogo mam siebie porównać, nie znalazłem w rezultacie niczego lepszego od żuka gnojowego. Jednak, kiedy się dobrze zastanowiłem, zrozumiałem, że to jest niesprawiedliwe nawet dla tego nieboraka. Przecież i on spełnia swoje przeznaczenie: oddziela kawałeczki nawozu, robi z nich kulki i sprząta nieczystości. Podczas gdy ja – człowiek rozumny, istota Boża, stworzona na jego obraz i podobieństwo, swoimi grzechami gromadzę nawóz w Świątyni Bożej – w sobie samym.”.

Starzec traktował pokorę jako tarczę przed wszystkimi niebezpieczeństwami: „Wiedział, że w pysze jest wiele zepsucia i niegodziwości, podczas gdy pokora jest tym boskim magnesem, który przyciąga do człowieka wszelkie dary i błogosławieństwa Boże.”.

Pokora, w nauczaniu Starca Paisjusza, jest wynikiem dążenia do poznania siebie samego: „Kiedy człowiek poznaje siebie, wtedy pokora staje się jego naturalnym stanem. Bóg przychodzi i zamieszkuje w takim człowieku. Poznanie samego siebie prowadzi do pokory i jest podstawą, źródłem i początkiem wszelkiego dobrego.”. Starzec wierzył, że „wartość człowieka pokornego przewyższa wartość całego świata. taki człowiek jest silniejszy niż wszyscy pozostali. Żeby mnich miał siłę w modlitwie i zmaganiach, musi mieć pokorę, która kryje w sobie moc Bożą. Ulegając pysze, mnich słabnie i duchowo i cieleśnie. A tocząc zmagania z pokorą, ma w sobie siłę, choćby nawet jego wysiłki nie były zbyt wielkie.”.

Czy potrzebujemy dziś takich wzorców, jakie sobą reprezentował Starzec Paisjusz, czy na gruncie wiary katolickiej św. Charbel czy bł. Karol de Foucauld? Nie potrafię na to pytanie racjonalnie odpowiedzieć. Świętość jest tajemnicą, ale jest również darem dla ludzi. W szóstym wieku dar Ojców Pustyni za pośrednictwem św. Benedykta i św. Jana Kasjana zapoczątkował odnowę Europy. W Kościele coraz wyraźniej widać odradzanie się ducha ascezy i kontemplacji. Pozostaje wierzyć, że siła tego zjawiska będzie coraz silniej oddziaływała zarówno w obszarze prawosławia jak i katolicyzmu.

Jeszcze jedna wypowiedź Starca, tym razem nawiązująca do islamu i tego co się dzieje w Pakistanie: „W samolocie nagle poczułem w sobie zmianę i spytałem nad jakim krajem lecimy. Okazało się, że nad Syrią. Ten kraj ma wielką Łaskę – dzięki tym ascetom, którzy trudzili się na jej pustyniach. To samo poczułem też nad Ziemią Świętą. Potem nagle poczułem chłód, jakieś demoniczne „promieniowanie”, i wtedy stewardesa ogłosiła, że lecimy nad Pakistanem.”.

Artur Żak

[i] Hieromnich Izaak, Żywot Starca Paisjusza Hagioryty, Wydawnictwo Bratczyk, przekład Krzysztof Tur, Hajnówka 2013

Udostępnij