„W momencie śmierci ks. Michała Sopoćki wydawało się, że razem z jego ciałem pogrzebane zostało także najważniejsze dzieło jego życia. Szanowano go za pobożność i gorliwość, ale do kultu Miłosierdzia Bożego odnoszono się sceptycznie. Nabożeństwo w formach zalecanych przez Siostrę Faustynę nadal było oficjalnie zakazane przez Stolicę Apostolską. Nic też nie wskazywało na to, by w Kościele miało zostać ustanowione święto Bożego Miłosierdzia. A jednak po śmierci ks. Sopoćki sprawy nabrały przyśpieszenia…”. O wyjątkowej osobie bł. ks. Michała Sopoćki – pisze Artur Żak.

Mam wrażenie, że osoba bł. ks. Michała Sopoćki wciąż czeka na odkrycie. Co niektórzy kojarzą ją jako spowiednika św. Faustyny Kowalskiej. Jeszcze inni z katastrofą kolejową, jaka miał miejsce 8 marca 1989 roku, kiedy to cztery cysterny z ciekłym chlorem wypadły z szyn i  tylko cud sprawił, że Białystok nie zniknął z mapy Polski; wreszcie niektórzy mogą kojarzyć go jako założyciela Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Wydana przez Wydawnictwo Rosikon Press książka Grzegorza Górnego ze zdjęciami Janusza Rosikonia pod tytułem „Ufający”[i], jest doskonałą okazją, aby na nowo przybliżyć postać ks. Sopoćki i jego niełatwą drogę życia.

Dawno nie miałem w ręku książki, która dzięki bogactwu szaty graficznej pozwala niemal dotknąć opisywanych miejsc i osób. Niemal natychmiast ks. Sopoćko stał mi się jakiś bliższy. Z portretu, który znałem, patrzył surowym, choć nieco zmęczonym wzrokiem. Tymczasem jego zdjęcia pokazują człowieka pełnego życzliwości i pewnej przekory. Jego historia jest dowodem, że warto walczyć o to, w co się wierzy, bo nawet prowincjonalny ksiądz może dzięki swojej determinacji zmienić Kościół i wprowadzić do niego obchodzone na całym świecie święto Bożego Miłosierdzia.

Już sam fakt możliwości nauki dla Michała Sopoćki należy uznać za cud, podobnie, jak: przyjęcie do seminarium. W 1918 roku bez wahania zgłosił się do Kurii Polowej prosząc o przydział wojskowy. Jako kapelan służył najpierw w Warszawie, później w Wilnie. Można by jeszcze długo opowiadać o jego losach, ale, tak naprawdę, całe dotychczasowe życie ks. Sopoćki było, niejako, przygotowaniem do spotkania ze „skromną siostrą wykonującą bez szemrania najbardziej niewdzięczne prace, która żyła w szczególnej zażyłości z Bogiem, stale doświadczając nadprzyrodzonych wizji i doznając duchowych natchnień. Jej przeżycia wewnętrzne były zaskakujące dla niej samej, dlatego szukała rady u przełożonych i spowiedników, którzy pomogliby jej dokonać rozeznania duchowego”.

Zanim ks. Sopoćko zgodził się zostać kierownikiem duchowym siostry Faustyny postawił jeden warunek: „musiała poddać się badaniu psychiatrycznemu mającemu stwierdzić, czy jest zdrowa na umyśle.”  Dopiero wtedy w pełni zaangażował się jako jej spowiednik i kierownik duchowy. „Choć Michał Sopoćko był doktorem teologii i wykładowcą akademickim, to jednak przyznawał, jak wiele zawdzięcza, jeśli chodzi o zrozumienie prawd wiary, niewykształconej siostrze drugiego chóru: „Są prawdy wiary świętej, które się niby zna i często o nich wspomina, ale się ich dobrze nie rozumie ani też nimi nie żyje.  Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Dopiero trzeba było prostej świątobliwej duszy, ściśle zjednoczonej z Bogiem, która – jak wierzę – z natchnienia Bożego powiedziała mi o tym i pobudziła do studiów, badań i rozmyślań na ten temat.”.

Należy jednak podkreślić, że bez Michała Sopoćki nie zajaśniałby świętość Faustyny Kowlaskiej: „Prawdy wiary, których doświadczyła Faustyna Kowalska w swych nadprzyrodzonych wizjach, znalazły w osobie Michała Sopoćki teologicznego interpretatora.” Ks. Sopoćko wyznał: „Intuicja prostej zakonnicy, zaledwie umiejącej katechizm, w rzeczach tak subtelnych, tak trafnych i odpowiadających psychologii dzisiejszego społeczeństwa, inaczej nie da się wytłumaczyć, jak tylko nadprzyrodzonym działaniem i oświeceniem. Niejeden teolog po długich studiach nie potrafiłby nawet w przybliżeniu rozwiązać trudności tych tak trafnie i łatwo, jak to czyniła Siostra Faustyna.”

Siostra Faustyna pobudziła ks. Sopoćkę do przestudiowania i przemyślenia na nowo prawdy o Bożym miłosierdziu. W swoim dzienniku w 1938 roku zapisał: „Ufność w dalsze miłosierdzie Boże, szerzenie kultu tego miłosierdzia wśród innych i bezgraniczne poświęcenie mu wszystkich swoich myśli, słów i uczynków, bez cienia szukania siebie, będzie naczelną zasadą mego dalszego życia przy pomocy tegoż niezmierzonego miłosierdzia”. Aż do swojej śmierci w 1975 roku będzie on wierny obranej drodze.

Jednak prawdziwym zwieńczeniem pracy ks. Sopoćki były słowa, które wypowiedział Jan Paweł II 17 sierpnia 2002 roku, kiedy dokonał aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. Powiedział wtedy: „Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego Miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść, chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, które koi ludzkie umysły i serca, i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku do życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy.”.

Ks. Sopoćko na swojej drodze napotkał niemal same przeszkody. Myślę, że większość ludzi poddałaby się, gdyż był atakowany za głoszenie prawdy o Bożym Miłosierdziu zarówno przez hierarchów w Polsce, jak i w Watykanie. A jednak, w swojej pokorze, zaufał. Tylko tyle, albo aż tyle.

Artur Żak

[i] Grzegorz Górny, Ufający, Śladami bł. ks. Michała Sopoćki, zdjęcia Janusz Rosikoń, wstęp Angelo Amato  , Rosikon Press, Warszawa 2012,

Udostępnij