Dla mnie i wielu moich znajomych Japonia to Kraj Kwitnącej Wiśni, filmów Kurosawy, wulkanu Fudżi, bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki, książek Kobo Abe, , sake i samurajów. Kraj na końcu świata, urzekający, tajemniczy, który jednak rzadko kto ma okazję odwiedzić. Japonia może się nam kojarzyć z herbatą, drzewami wiśni, komiksami, elektroniką, ale nie z Chrystusem! Zatem co może robić Chrystus w kraju Samurajów? – pisze Maria Patynowska.

Okładka przedstawia fotografię pomnika postaci, w której rozpoznajemy postać samuraja. Uczesany w charakterystyczny „koczek” mężczyzna ubrany jest w długą szatę. Jest dumnie wyprostowany, a jego prawica wsparta jest jakby o miecz … który nie jest mieczem lecz krucyfiksem z postacią ukrzyżowanego Chrystusa. W tle za samurajem umieszczony jest czerwony okrąg, jakby przekrwione zachodzące na horyzoncie świata słońce.

Książka stanowi rodzaj labiryntu, który proponuję zacząć zwiedzać od jakiegoś znanego nam motywu. Myślę że moje pokolenie (urodzonych w latach 70-tych) wiedzę o Japonii kształtowało na podstawie serialu „Shogun” w reżyserii Jerrego Londona. Film opowiadał w porywający sposób losy holenderskiego podróżnika, którego statek handlowy rozbił się w okolicach Japonii. Jego rolę grał popularny amerykański aktor – amant Richard Chamberlain  w którym kochało się moje pokolenie nastolatek. Sekundowaliśmy mu jako komuś „naszemu” – zanurzonemu w fascynującej, ale obcej nam i czasami okrutnej kulturze Japonii. Bohater filmu musiał zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, a źródłem wielu z nich był ukazany w karykaturalny sposób jezuita – prawdziwie czarny charakter.  Ciekawe, że nie budziło to mojego zastanowienia, dlaczego telewizja PRL w latach 80-tych ubiegłego wieku nadawała właśnie ten, a nie inny amerykański film. Dopiero po przeczytaniu książki „Chrystus w kraju Samurajów” odczytałam jego głęboką antykatolicką wymowę.

W książce widzimy jak ważną rolę w dziejach krzewienia wiary na świecie odegrali jezuici, którzy z narażeniem życia jechali na ten kraniec świata. Dorota Hałasa rozpoczyna opowiadanie tej fascynującej historii od postaci św. Franciszka Ksawerego, jezuity, który był towarzyszem św. Ignacego Loyoli, założyciela tego zakonu. Po lekturze odnoszę wrażenie, że św. Franciszek Ksawery musiał być przez Boga obdarzony naprawdę nadprzyrodzonymi siłami, bo już sama mapa jego podróży misyjnych wydaje się po ludzku niewykonalna.

Weźmy na przykład historię o jednej z jego podróży statkiem, na którym marynarze oddawali cześć zakazanemu pierwszym przykazaniem pogańskiemu bóstwu, którego pytano we wróżbach dosłownie o każdy szczegół podróży i które, co nie dziwne dla znających jezuickie reguły rozeznawania duchów, starało się uśmiercić misjonarzy, a przynajmniej maksymalnie odwlec ich przyjazd do Japonii. W końcu jednak Wola Boża zwyciężyła i wiatr Ducha Świętego przyprowadził św. Franciszka Ksawerego do japońskiego brzegu, gdzie poświęcił on Japonię Maryi, trafiając tam w Jej święto.

O tym jak chrześcijaństwo zmieniło Japonię niech świadczy chociażby, że przed pojawieniem się misjonarzy Japończycy nie mieli w słowniku pojęcia „miłosierdzie”, „przebaczenie”, a nawet „miłość”. Misjonarze ewangelizowali objaśniając przykazania Boże, pośród których największe zadziwienie budziło „nie zabijaj”.

Japonia tamtych czasów to rejon skłóconych ze sobą władców lokalnych, którzy mieli bezgraniczny wpływ na swoich poddanych, także pod względem religijnym. Święty Franciszek Ksawery zwrócił na siebie uwagę kilku z tych możnych, którzy ochrzcili się wraz ze swoimi dworami, co wyglądało z początku na prawdziwy ewangelizacyjny sukces. Szybko jednak zaczęły się też i kłopoty, kiedy owi władcy zaczęli walczyć ze sobą, a argumenty religijne wymieszały się z politycznymi. Japończycy, którzy zostali chrześcijanami, zostali oskarżeni o działania na niekorzyść kraju i zaczęły się potworne prześladowania katolików. W całej historii wspaniałą rolę odegrali jezuici trwając aż do męczeńskiej śmierci przy swoich wiernych.

I tu pojawia się wątek polski – żyjący na przełomie XVI-XVII w. polski misjonarz, szlachcic herbu Poraj z Osmolic w ziemi lubelskiej, o. Wojciech Męciński SJ, który został zamordowany podczas strasznych tortur. Natomiast paskudną rolę spełnił właśnie ów protestant z Holandii, Shogun z mojego niegdyś ulubionego filmu  i podobni do niego, podsycając niechęć Japończyków do katolików, sprzedając im broń do walki z nimi itd.  Czemu nam nikt nie zrobi filmu o Ks. Wojciechu Męcińskim?

Głównym bohaterem książki jest bohaterski samuraj, Ukon Takayama, który na chrzcie przyjął imię Justyn – obecnie błogosławiony Kościoła Katolickiego. To jego pomnik jest uwieczniony na okładce książki. Wsławił się ratowaniem swoich współwyznawców przed torturami, za co otrzymał nawet w swoim czasie list pochwalny od papieża. Japonia ma wielu świętych męczenników, ale Justyn jest pośród nich postacią wyjątkową. Książka obfituje w drastyczne opisy tortur jakimi poddawani byli indywidualnie i zbiorowo katolicy w Japonii, aż w końcu w ogóle zakazano tam wyznawania naszej wiary, a wszelcy wyznawcy musieli ukrywać się. Zadziwiające, że wytrwali tak przez 270 lat, zupełnie odcięci od kapłanów, bez kościołów, praktykując z pokolenia na pokolenie pobożność, zwłaszcza do Najświętszej Maryi Panny, co stanowiło swoisty grunt pod działalność innego współczesnego misjonarza Japonii św. Maksymiliana Marię Kolbego. Jakże jest podobna postać bohaterskiego samuraja Justyna do zamysłu św. Maksymiliana o propagowaniu „Rycerza Niepokalanej”!

W bogatej treści książki o Chrystusie w kraju Samurajów najbardziej mnie fascynują te momenty, które mówią o styku kultur, a także możliwościach ewangelizacji jakie daje dobra znajomość kultury ewangelizowanych ludzi. Dlatego zacytuję fragment rozdziału „Módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” opisującego jak Bł. Justyn ewangelizował wykorzystując ceremonią parzenia herbaty:

„Chrześcijaństwo i sztuka parzenia herbaty przeżywały rozkwit w tym samym czasie i oddziaływały na siebie, gdyż wielu mistrzów ceremonii przyjęło chrzest, a ci którzy tego nie zrobili obracali się w gronie chrześcijan. Sztuka parzenia herbaty była dla Ukona czymś czemu się całkowicie poświęcał. Była drogą, która tak jak chrześcijaństwo prowadziła go do Boga. Urządzony przez niego pawilon parzenia herbaty był równocześnie jego kaplicą, pustelnią w środku miasta, miejscem codziennych modlitw,  medytacji i spotkania z Bogiem. Na ścianie wisiał obraz z wersetem biblijnym. Tu modlił się o pomoc Bożą w rozwiązywaniu swoich dylematów. Tutaj w samotności zawierzał się Bogu i przygotowywał na śmierć.”

„Opisując ceremonię parzenia herbaty w wykonaniu Ukona Justyna ks. Furusu wymienia kilka cech, które ją charakteryzowały. Przede wszystkim był to szacunek dla spotkania gospodarza i gościa, których łączy jeden duch, prowadzący do pięknego i czystego życia. To spotkanie było tak ważne i osobiste, jak gdyby było ich jedynym lub ostatnim spotkaniem w życiu, twarzą w twarz. Kolejną cechą było podziwianie prostych naczyń używanych podczas ceremonii, a więc kakejiku, czyli podłużnego, zwijanego obrazka na ścianie symbolizującego porę roku oraz czarek używanych do picia herbaty. Wspólne podziwanie naczyń służyło odnalezieniu ducha tego spotkania. Aby to zrobić należało całkowicie oddzielić się od świata zewnętrznego, od swoich zajęć i niepokojów. Trzeba było pogrążyć się w ciszy oazy w środku miasta. Była to trudna sztuka wyłonienia świętości ze świeckości, czystości ze zbrukania, promienia z ciemności. Redukcja przestrzeni, na której odbywała się ceremonia parzenia herbaty miała służyć całkowitemu zagłębieniu się we własną duszę oraz dotknięciu tych antynomii u siebie. Uczestnik ceremonii parzenia herbaty szukał pokory, szacunku, czystości, prostoty, ciszy oraz samotności.”  

Książkę napisały dwie osoby. Różne jest ich doświadczenie z Japonią i dlatego nieco różny sposób pisania autorskich rozdziałów. Dorota Hałasa od wielu lat mieszka w Japonii. Jej osąd jest profesjonalny, ponieważ z wykształcenia jest japonistką. Jest związana z tym krajem też rodzinnie, ponieważ jej mąż jest Japończykiem. Pani Dorota jest w tej książce jakby przewodnikiem czytelnika, cierpliwie tłumaczącym wiele spraw, które mogą być zupełnie nowe, albo dotychczas były pokazywane w fałszywy sposób. Drugim współautorem, niemniej ważnym, choć jego teksty są krótsze, jest ks. Zygmunt Kwiatkowski, który w tej książce jest jakby gościem, piszącym do nas kartki z podróży. Teksty księdza Zygmunta są pełne zachwytu i zdziwienia nad żarliwą obecnością wiary chrześcijańskiej w Japonii. Ojciec Zygmunt w większym stopniu pyta, niż daje odpowiedzi, na przykład zastanawiając się czy katolickiemu księdzu wolno modlić się na terenie pogańskiej świątyni.

Po przeczytaniu nie mam wątpliwości, że nie jest to zwykła książka o Japonii, ale rzeczywiście jest książką o Chrystusie w kraju, gdzie kiedyś rządzili samuraje.

Maria Patynowska

Chrystus w kraju samurajów, Dorota Chalasa, Zygmunt Kwiatkowski, wydawca Studio R-ka

Udostępnij