W życiu każdego człowieka bywają takie przełomowe chwile – smutne lub radosne – które zupełnie go zmieniają. Niezależnie od tego czym są spowodowane, to najczęściej doprowadzają do zupełnego przewartościowania dotychczasowej egzystencji. Książka Pauli D’Arcy „Listy do Sary” pozwala zrozumieć, że: „Kiedy dosięgamy jakiegoś kresu, stajemy się częścią nowego początku” – pisze Joanna Skrzypnik.

Czasami zastanawiamy się, jak dużo człowiek jest w stanie znieść, jakie są granice jego wytrzymałości? Oczywiście jest to sprawa indywidualna, ale niektóre reakcje są ponadczasowe i wspólne gatunkowi ludzkiemu.

Jeszcze raz postanowiłam zagłębić się w lekturze Listów do Sary Pauli D’Arcy – książki, którą dawno temu poleciła mi koleżanka – ale naprawdę musiało upłynąć wiele lat, zanim odważyłam się otworzyć ją ponownie. Bo to nie jest zwyczajna książka, lecz historia napisana sercem, która również w czytelniku pozostawia trwały ślad.

Paula jest młodą, zakochaną i szalenie szczęśliwą kobietą. Za kilka miesięcy spełni się jej wielkie marzenie – zostanie matką. „Nie znajduję słów, by wyrazić wielką radość mego serca. Cóż za cudowny sekret! Witaj, witaj najmniejsze dzieciątko” (s. 9).

Chcąc zachować te niezwykłe chwile i niejako celebrując cudowne spełnienie, zaczyna pisać listy do swojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Od początku, towarzyszymy przyszłej mamie, która krok po kroku odsłania przed nami swoje emocje, marzenia, nadzieje i obawy. Czas płynie, aż pewnego październikowego dnia stajemy się świadkami cudu narodzin.

„Kiedy przyglądałam się, jak torujesz sobie drogę na świat, ogarnęła mnie nie znana dotąd radość. Najpełniejsza. Nie przeżyłam dotąd tak prawdziwej radości. Gdziekolwiek się znajdę, będę w sobie nosiła twój pierwszy krzyk (s. 14).”

Wkrótce potem śledzimy losy młodej, niedoświadczonej mamy, która dzień po dniu uczy się swojego macierzyństwa. Obserwujemy, jak dotychczasowe życie rodziny przewartościowuje się i dosłownie wywraca do góry nogami. „Wraz z twoim pojawieniem się wszystko jest inaczej. Dni, które należały do nas, stały się teraz twoją wyłączną własnością (s. 15).”

Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsze kroki, pierwsze słowa – piękna proza pierwszych lat macierzyństwa oblana morzem uczuć. Tak naprawdę każda kobieta, której dane było zostać matką, mogłaby się w pełni zidentyfikować z zapiskami autorki. One wprost kipią od ogromu uczucia do własnego dziecka, z każdej stronicy wylewa się morze miłości. „Moje uczucia z pewnością eksplodowałyby, gdybym kochała cię więcej. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że można tak bardzo kochać swoje dziecko (s. 16).”

I oto w pewien piękny sierpniowy dzień wszystko się skończyło

 „Całe życie opuściło mnie, a choć tego pragnęłam, nie mogłam umrzeć. Życie trwało (s. 63).”

Młoda, nieszczęśliwa kobieta nie chce już żyć, nie potrafi znieść okrutnego losu, który tak znienacka przypadł jej w udziale. Zupełnie bezradna wyrusza w długą i nieplanowaną podróż, która wiedzie ją przez doliny niezmierzonego smutku i rozpaczy, żalu i rozgoryczenia. Lecz jeszcze nie wie, że nie jest sama, jeszcze nie wie, że Ktoś kroczy u jej boku i podtrzymuje, by nie upadła… Kiedy to odkryje, dozna radykalnej duchowej transformacji, która pozwoli jej nie tylko dalej żyć, ale również pomagać ludziom ciężko doświadczonym przez los[1].

Jeśli ktoś zdecyduje się szukać Boga, nie będzie wewnętrznie pusty i jego życie odmieni się całkowicie. Chrystus nam to obiecał (s. 60).

Reasumując, w swojej nadzwyczajnej książce autorka w poruszający sposób obnaża własną duszę i dzieli się z czytelnikami szeroką gamą ekstremalnych uczuć i emocji, od głębokiej miłości i szczęścia do okropnego żalu i rozpaczy. Prosty i naturalny język pozbawiony wyszukanych słów i form sprawia, że opowiedziana historia staje się jeszcze bliższa czytelnikowi. Dlatego Listy do Sary nikogo nie pozostawiają nieporuszonym, gdyż trzeba przeczytać je sercem, a później nie ma już możliwości wymazać ich z pamięci.

W moim mniemaniu książka ta może mieć także działanie terapeutyczne dla osób, które tkwią w szponach rozpaczy po śmierci bliskiej osoby. Chociaż nie uwolni ich ona od bólu, to na pewno pomoże odzyskać nadzieję na uzdrowienie i na lepsze jutro.

Krótko mówiąc muszę przyznać, że opisana historia bardzo mnie poruszyła i skłoniła do refleksji nad ludzkim życiem. Obok niej naprawdę nie można przejść obojętnie.

Jak dotąd polska wersja tej książki nie doczekała się reedycji. To wielka szkoda, gdyż wydaje mi się, że te sercem pisane listy znalazłaby wielu nowych, wrażliwych czytelników.

Joanna Skrzypnik

Paula D’Arcy,  Listy do Sary, Wydawnictwo: Pax, Warszawa 1985.

 

 

[1] W 2001 r. Paula D’Arcy założyła fundację Red Bird Foundation, która wspiera wzrost i rozwój duchowy potrzebujących na całym świecie. Organizuje warsztaty i rekolekcje związane z duchowością.

Udostępnij