W dzisiejszym, zmaterializowanym i jakże racjonalnym świecie nawet człowiek wierzący ma kłopot z akceptacją fenomenu cudów, czyli Boskich ingerencji w ludzką egzystencję. Być może przyczyną tego są czasy, w jakich żyjemy, gdy coraz trudniej przychodzi nam pojmowanie rzeczywistości z perspektywy Boga. Z drugiej strony, bardziej niż kiedykolwiek łakniemy widocznych znaków od Stwórcy. Potrzebujemy niejako potwierdzenia tego, że naprawdę jest On wszechmocny, a wiara i modlitwa mogą zdziałać cuda. O książce Anity Czupryn „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach” – pisze Joanna Skrzypnik.

Dzisiejsza recenzja jest próbą zachęty do głębszej refleksji nad niezwykłym zakątkiem naszej ojczyzny, w którym od wieków nieprzerwanie króluje Ona – Boża i nasza Matka. A tam gdzie Matka, tam dom rodzinny, na którego ścianach wiszą niezliczone wota, a drzwi praktycznie się nie zamykają. Ten „dom” rokrocznie odwiedzają miliony „dzieci”. Niektórzy z nich, jakby pod prąd powszechnie modnego wygodnictwa, udają się tam pieszo, przemierzając dziesiątki a nawet setki kilometrów w wielkim trudzie i znoju. Chociaż z częstochowskim klasztorem nie łączą się jakieś szczególne objawienia, to jednak zalicza się on do najliczniej odwiedzanych sanktuariów maryjnych na świecie. Czyż nie jest to cudowne? Czyż to nie cud? – chciałoby się krzyknąć.

No dobrze, a czy ty, drogi czytelniku, wierzysz w cuda? W coś, co według praw wiedzy naukowej nigdy nie powinno się wydarzyć? Bez względu na to, jaka jest twoja odpowiedź, ta książka jest dla ciebie. Autorka dedykuje ją wszystkim, zarówno tym, którzy w cuda wierzą, jak i tym, którzy uważają, że cudów nie ma.

Jako recenzentka książek o tematyce religijnej cieszę się niezmiernie, że do rąk polskich czytelników trafia książka o jasnogórskich cudach. W odniesieniu do ich dużej liczby istnieje stosunkowo niewiele książkowych publikacji katolickich opisujących te nadzwyczajne wydarzenia, które za przyczyną Matki Boskiej Częstochowskiej działy się i nadal pojawiają się w życiu zupełnie zwyczajnych ludzi. Składam serdeczne podziękowania Wydawnictwu Fronda za tę rzadką, a jednocześnie jakże istotną inicjatywę publikacji książki o jasnogórskich cudach.

Autorka książki, publicystka „Polski The Times”, pani Anita Czupryn spisała się na medal, gdyż dzieło, które wyszła spod jej pióra, jest doskonałe: rzetelne, niebanalne, spontaniczne, charakteryzujące się lekkością i obrazowością stylu. Mogę zapewnić, że nie będzie łatwo oderwać się od tej lektury! Powstanie publikacji zawdzięczamy również życzliwości ojca Melchiora Królika, obecnego archiwisty i kronikarza jasnogórskiego. Dzięki udostępnionym przez niego dokumentom z Archiwum Jasnogórskiego oraz z „Jasnogórskiej Księgi Cudów i Łask” książka nabrała szczególnej mocy i wiarygodności.

W pierwszej części swojej pracy autorka opisuje cuda i łaski, jakie wydarzyły się na Jasnej Górze w latach 1929-2016. Druga część zawiera bardzo interesujący wywiad rzekę ze „strażnikiem jasnogórskich cudów” i opiekunem Obrazu – ojcem Melchiorem Królikiem, który od ponad czterdziestu lat spisuje świadectwa ludzi, którzy doznali cudów bądź doświadczyli łask za przyczyną Jasnogórskiej Matki Bożej.

I jeszcze jedno, przygotujcie się Państwo na ogromną dawkę emocji. Muszę ostrzec, że już od pierwszych stronic przydatne będą chusteczki. Czytelnik – cichy i niemy świadek cudów – będzie wzruszony do granic możliwości, gdy przed jego oczami przesuwać się będą obrazy demonstrujące nieskończone Miłosierdzie Boga. I kto wie, być może niejeden sceptyk dozna nawrócenia? Zdecydowana większość opisanych w tej książce historii dotyczy uzdrowień z chorób, wobec których medycyna była już bezsilna. Są też opisy cudownych nawróceń a nawet wskrzeszeń zmarłych. Gwoli ścisłości zaznaczę jeszcze, że te wszystkie cudowne historie są prawdziwe, na wszelkie możliwe sposoby udokumentowane oraz potwierdzone katolicką przysięgą.

***

Pewnego sierpniowego poranka 1929 r. w kaplicy pojawił się sparaliżowany od pasa w dół Michał Bartosiak. Był przekonany, że wezwała go sama Matka Boża, która pewnej nocy przyśniła mu się i zaprosiła do Częstochowy. Gdy z trudem udało mu się znaleźć wolne miejsce w Kaplicy, położył się na jej posadzce. „Nagle podczas Podniesienia, kiedy zgromadzeni w Kaplicy pielgrzymi wstawali z kolan, Bartosiak usłyszał w swojej głowie wyraźne słowo: ‘Wstań’. Poczuł jak nieznana siła chwyta go z tyłu za ramiona […]. W tym momencie ciało Bartosiaka wstrząsnęło się całe, rzemienie, którymi przywiązał sobie klepki nagle poluźniły się, mężczyzna powstał i zakrzyknął: ‘Jestem uzdrowiony! Stoję! Stoję na swoich nogach!’” (s. 26).

W życiu niezmiernie pokrzywdzonej przez los pani Janiny Lach miało miejsce niejedno cudowne wydarzenie. Pewnego razu ona również poczuła, że na Jasną Górę wzywa ją sama Matka Boża. W styczniu 1979 roku przybrana w ciężki aparat ortopedyczny pojawiła się w Kaplicy Jasnogórskiej. „O kulach zaczęłam iść w kierunku krat oddzielających Cudowny Obraz od wiernych […]. W pewnym momencie zaczęła bić stamtąd w moim kierunku jasność. Poczułam, że ogarnia mnie wielkie ciepło. Zobaczyłam twarz Matki Boskiej” (s. 37). Nieoczekiwanie w Kaplicy rozległ się głuchy stukot. To kule pani Janiny upadły na posadzkę. Od pięciu lat chora na stwardnienie rozsiane kobieta nie rozstawała się z nimi, a w tym momencie przestały jej być potrzebne. Została cudownie uzdrowiona. Tu trzeba od razu dodać, że pani Janina wcale nie przyjechała do Częstochowy po cud. Przyjechała prosić Matkę Bożą, aby znalazł się ktoś, kto zaopiekuje się jej dziećmi, kiedy ona umrze.

W innym przypadku lekarz z ośrodka zdrowia, który wyczerpał już wszelkie możliwości, aby uratować kobietę w agonii, zawołał w rozpaczy: „Matko, ratuj, bo ja już nic nie mogę!”. I w tym momencie, na jego oczach stał się cud – kobieta ozdrowiała. Dożyła potem aż dziewięćdziesięciu lat.

W latach pięćdziesiątych w Kole urodził się Grzesiu. Niestety zaraz po porodzie zmarł. Lekarka wystawiła akt zgonu, a małe ciałko odwieziono do kostnicy. Wtedy jego ojciec padł na kolana i gorąco zaczął modlić się do Matki Bożej. Nagle i zupełnie niespodziewanie martwe dziecko leżące w kostnicy cudownie ożyło.

W tej sytuacji nie mam już nic do dodania, gdyż każde następne wypowiedziane słowo byłoby zbędne. Koniecznie przeczytajcie Państwo tę książkę!

Joanna Skrzypnik

Anita Czupryn, „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2018.

Udostępnij