Józef z Arymatei – ofiarodawca grobu na pochówek dla Jezusa – pojawia się w Nowym Testamencie jedynie epizodycznie. Lecz od razu trzeba dodać, że na jego temat powstało też kilka wczesnych apokryfów Nowego Testamentu oraz średniowieczne legendy wiążące go z Brytanią. Tym bardziej na uwagę i podziw zasługuje fakt, że pomimo tak skąpych informacji biblijnych, to właśnie jego Marguerite Steedman uczyniła głównym bohaterem swojej powieści. Wykazując się niezwykłą wyobraźnią, wiedzą o czasach antycznych oraz wielkim wyczuciem psychologicznym ożywiła Józefa i hipotetycznie odtworzyła jego życie. O książce Marguerite Steedman „Ucieczka do Avalonu” pisze Joanna Skrzypnik.

Oszałamiająco bogaty Józef zamieszkiwał eleganckie przedmieścia Jeruzalem. Właściciel gajów oliwnych, posiadłości w Rzymie, licznych spółek handlowych i kopalń. Można powiedzieć, że czegokolwiek dotknął, zamieniało się w złoto. Nic więc dziwnego, że opływał we wszelkie luksusy. A że lubował się w rzeczach pięknych i drogich, to też takimi się otaczał. W sposób szczególny ukochał księgi, a ściślej mówiąc zwoje – ich pierwotne postaci. Czytanie i rozmyślanie wypełniało mu jego smętne dni.

Usługiwało mu wielu niewolników, a majątkiem zarządzał Filon – jego grecki wyzwoleniec i najlepszy przyjaciel. Najlepszy, owszem, ale dodać trzeba od razu, że również jedyny, gdyż Józef wiódł życie samotnika. Ale wcale nie od zawsze tak było. Miał kiedyś żonę i syna jedynaka, który był całym jego światem. Niestety okrutny los odebrał mu chłopca na zawsze. Na domiar złego pozbawił ojca możliwości oddania ostatnich honorów swojemu ukochanemu dwunastolatkowi: zawinięcia jego ciała w całun, dokonania wszelkich obrzędów i złożenia w rodzinnym grobowcu. Nigdy się z tym nie pogodził i od tej pory zgorzkniały i zasmucony wiódł swoją samotniczą egzystencję. I cóż z tego, że opływał w luksusy, skoro jego ojcowskie serce każdego dnia miażdżyły szpony tragedii sprzed kilkunastu lat.

Kiedy wszystko wskazywało na to, że znikąd już nie ma nadziei na zmianę, w jego życiu pojawił się inny chłopiec, rówieśnik umiłowanego syna. Na imię było mu Jezus. I tu kolejny pokłon w kierunku autorki. Za to, że tak pięknie wykreowała postać małego Jezusa, opierając się na nielicznych przecież nowotestamentowych wzmiankach dotyczących Jego dzieciństwa i wczesnej młodości. Po raz kolejny wykorzystując fragment Ewangelii św. Jana, tym razem mówiący o tym, że gdyby spisać wszystkie cuda, jakich Jezus dokonał, to cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać (por. J, 21,25), Marguerite Steedman mogła puścić wodze swojej zasobnej fantazji.

Spotkanie Józefa z Arymatei z dwunastoletnim Jezusem jest kluczowym momentem w powieści. Ale to nie wszystko, okazuje się bowiem, że chłopiec jest jego bliskim krewnym. Starszy mężczyzna będąc rodzonym bratem Joachima, ojca Maryi, był jednocześnie stryjecznym dziadkiem Jezusa. Ów zwrot akcji stał się powodem diametralnych zmian w życiu wielu powieściowych bohaterów, nie wyłączając ciężko doświadczonego przez los Józefa z Arymatei.

Czy jednak dziadek będzie w stanie uwierzyć w boskość swojego stryjecznego wnuka? Jak to się stało, że mały Jezus stanął na angielskiej ziemi? Kto i dlaczego musiał uciekać do Avalonu (dzisiejsze okolice Glastonbury w hrabstwie Somerset w Anglii)?

Nietaktem z mojej strony byłoby wyjawienie wszystkich tajemnic, jakie skrywa ta niezwykła powieść. Mogę jedynie zapewnić, że strona po stronie napięcie wzrasta budząc w czytelniku ciekawość oraz szeroką gamę  różnorakich emocji. Niebanalna i nieckliwa, jest to jedna z tych książek, od których naprawdę ciężko się oderwać. Szkoda, że przeszła bez większego echa, gdyż jestem pewna, że znalazłaby wielu czytelników, a nawet mogłaby posłużyć jako doskonały materiał na film. W sposób szczególny polecam ją tym, którzy interesują się początkami chrześcijaństwa w Europie, a przede wszystkim w Anglii.

Na zakończenie pragnę jeszcze zwrócić uwagę przyszłych czytelników na urzekające przedstawienie całej świętej Rodziny z Nazaretu: dobrego i wyrozumiałego, chociaż już podupadłego na zdrowiu świętego Józefa oraz jego wspaniałej małżonki Maryi, tak bardzo kochanej i kochającej. Z wielkim zaciekawieniem wczytywałam się w historię zmartwychwstania Łazarza i w jego dalsze losy nacelowane na głoszenie Bożej chwały. Ożyły również inne, dobrze znane biblijne postaci, jak Jan Chrzciciel, Nikodem czy pierwsi uczniowie Jezusa .

Jestem przekonana, że niejeden chrześcijanin miłujący literaturę, nie przejdzie obok tej książki obojętnie.

Joanna Skrzypnik

Marguerite Steedman. Ucieczka do Avalonu, tł. Jan Kabat, Wydawnictwo PAX, Warszawa 1997.

 

Udostępnij