Matka Matylda Getter i zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi ryzykowały życie, biorąc pod swój dach żydowskie dzieci z gett i te błąkające się bez dachu nad głową. W 1982 r. bp Władysław Miziołek, świadek wojennej działalności Rodziny Maryi powiedział: „Gdyby posadziło się drzewa ku pamięci wszystkich Żydów uratowanych przez siostry, powstałby wielki las”. O publikacji Anny Zechenter „Matka Matylda Getter” – pisze Maria Patynowska. 

Publikacja, którą gorąco polecam, to nieduża broszura dostępna w formacie pdf na stronie Instytutu Pamięci Narodowej. Opisuje życie bohaterskiej zakonnicy, której losy wystarczyłoby na kilka książek. Matka Matylda żyła niemal sto lat, zatem jej doświadczanie obejmuje czasy od momentu kiedy Polski nie było na mapie, po czasy niemal nam współczesne.

O jej dzieciństwie wiemy niewiele. Urodziła się w 1870 roku w Warszawie w wielodzietnej oraz bardzo pobożnej i patriotycznej rodzinie Karola i Matyldy Getterów. Uczyła się w szkole działającej w tzw. „Pałacu Bogusławskiego” przy ul. Żelaznej, na pensji Sióstr Rodziny Maryi – instytucie założonym w 1857 roku przez św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. W tamtych czasach, ze względu na realia zaborów, zakonnice miały zakaz noszenia habitów i były zmuszone pełnić swą posługę w ukryciu. Kiedy Matylda miała czternaście lat, władze zamknęły pensję w której się uczyła. Ponownie zetknęła się z tym zakonem w wieku siedemnastu lat za namową swojego spowiednika, który odradził jej zostanie karmelitanką w zakonie klauzurowym i zasugerował: „Pójdziesz do Rodziny Maryi, bo trzeba teraz ratować biedne dzieci i pracować dla kraju”.

Musiała być szczególną osobą, skoro już w wieku dwudziestu pięciu lat powierzono jej odpowiedzialne obowiązki mistrzyni nowicjatu domu w Odessie. Była już wówczas wykształconym pedagogiem oraz znała języki obce. Archiwistka wspólnoty opisała ją w następujący sposób: „Najsilniejszy, radykalny wpływ na młodzież wywierała Mistrzyni, dobra, młoda matka, Matylda Getter, której takt, równowaga połączona z wielką dobrocią, wykwintna elegancja, czarujący wdzięk, łączyły się z oryginalnością sposobu obcowania z młodzieżą i oddziaływania na jej psychikę”. Absolwentki uzyskiwały patenty nauczycielskie lub zdobywały inne zawody np. gospodyni, krawcowej czy hafciarki.

Najbardziej fascynującym motywem z życia Matki Matyldy jest jej posługa przełożonej domu w Warszawie, który znajdował się w bezpośredniej bliskości getta. Zwykła mawiać siostrom: „Ktokolwiek przychodzi na nasze podwórko i prosi o pomoc, w imię Chrystusa, nie wolno nam odmówić” i zdaniem Ireny Sendlerowej dotrzymywała obietnicy w stu procentach. Ratowanie żydowskich dzieci nie było takie proste i wymagało sprawności urzędniczej. „W starym, drewnianym domu przy Hożej działała komórka legalizacyjna, która wyrabiała nowe dokumenty dla osób ściganych, ukrywających się, a także Żydów” ‒ pisze siostra T.A. Frącek, archiwistka Zgromadzenia, której zapiski cytowane są w publikacji. Dzieci przyprowadzane były dosłownie „z psiej budy, ziemnej nory, placu egzekucji”. Przyjazd dziecka z Warszawy do odległej placówki zapowiadała telefonicznie umówionym szyfrem: „Czy przyjmie siostra błogosławieństwo Boże?”. Przecież każde dziecko jest Bożym błogosławieństwem.

Publikacja zawiera wiele wzruszających opisów. „Ocalona także w Samborze Anna Henrietta Kretz widziała egzekucję swoich rodziców. Ojciec zdążył krzyknąć: ‘Uciekaj!’, więc biegła przed siebie. Cudem uniknęła śmierci od niemieckich kul i dotarła wprost z miejsca kaźni do sierocińca. „Bądź moją matką, nie mam już rodziców” ‒ prosiła przełożoną Celinę Kędzierską. Została w samborskim domu do 1945 r. i tam właśnie odnalazł ją jedyny ocalały z rodziny wuj, z którym wyjechała do Belgii.”

Bardzo ciekawą częścią publikacji są wypisy z księgi pamiątkowej domu Sióstr, zawierające podziękowania od uratowanych dzieci. Wielu z nich nie zdawało sobie nawet sprawy dlaczego są ukrywane ani na czym polega zagrażające im niebezpieczeństwo. Za swoją bohaterską postawę Matka Matylda otrzymała wiele odznaczeń i dyplomów. Ich ilustracje również zamieszczono w tej publikacji.

Współczesnemu człowiekowi, żyjącemu w bezpiecznym świecie, trudno sobie nawet wyobrazić sytuacje realnego zagrożenia życia. Czasem zastanawiam się, jakbym ja sama zachowała się w obliczu zbliżającego się męczeństwa? Często matka Matylda Getter musiała w swoim sumieniu rozstrzygać dylematy moralne. Kiedy w jednym z domów pewna młoda Żydówka ujawniła swoje pochodzenie, Matka Getter stanęła przed dramatycznym wyborem: usunąć Żydów, aby ratować innych oraz całe zgromadzenie, czy pozostawić sprawy swojemu biegowi. Modliła się długo. „Prosiłam, żeby Pan Jezus dał mi poznać, jaka jest Jego Wola w tej sprawie i zrozumiałam, że nie mam nikogo z tych Żydów usuwać, nawet tej, która nas wszystkich naraziła ze swej winy, tylko mam ich nadal chronić przed śmiercią […], a bezpieczeństwo nasze zdać na Opatrzność Bożą. Teraz już wiem, jaki jest mój obowiązek i odzyskałam zupełny spokój”.
To wielki znak od Miłosiernego Jezusa, że dzięki Opatrzności Bożej nie zamordowano żadnej zakonnicy za pomaganie Żydom! Czytając takie świadectwa działania Bożej Opatrzności, również my, ludzie współcześni czerpiemy siłę do podejmowania śmiałych działań w naszym codziennym życiu. Nie obawiajmy się, Pan Bóg czuwa! Chociaż okoliczności chcą nas przestraszyć, warto ryzykować!

„Róża Łubieńska, w międzywojniu organizatorka Towarzystwa Opieki nad Więźniami, a pod okupacją współzałożycielka Rady Opiekuńczej Miejskiej w Krakowie, pisała: „Nie wiem, co bardziej ceniłam u Matusi. Czy męski rozum, czy delikatność kobiecą, czy szybkość decyzji, czy zmysł organizacji, czy zawsze trafne rozstrzygnięcia, czy niewyczerpaną cierpliwość w udzielaniu się wszystkim, czy gotowość wyrzeczenia się siebie o każdej chwili dnia i nocy”.
W 1985 roku matka Matylda otrzymała pośmiertnie medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Później w ten sam sposób wyróżniono jeszcze sześć sióstr z Rodziny Maryi.

Maria Patynowska

A. Zechenter, Matka Matylda Getter, Instytut Pamięci Narodowej, Broszura do pobrania w formacie PDF.

Udostępnij