Chciałbym dziś zaprosić do uchylenia drzwi początków Kościoła. Książka „Żywe pochodnie” jest zapisem rozmów Macieja Müllera o pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Nie jest to jednak książka historyczna. Autor i jego rozmówcy próbują raczej nakreślić ścieżkę, która łączy przeszłość z teraźniejszością. Jak trafnie zauważył Roman Bielecki OP we wstępie: „Szukamy przecież sensu, nie chcemy, aby nasza wiara była bezmyślnym powtarzaniem słów, gestów, rytuałów.” O książce „Żywe pochodnie” – pisze Artur Żak.

Co wiemy o liturgii pierwszych chrześcijan? Co wiemy o ich modlitwie? Dlaczego chrześcijaństwo budziło agresję? Podobnych pytań znajdziemy w książce setki. Maciej  Müller, aby odpowiedzieć na nie, na rozmówców wybrał wybitnych biblistów, patrologów i historyków Kościoła, żeby wymienić tylko Szymona Hiżyckiego OSB, Damiana Mrugalskiego OP, ks. Józefa Naumowicza, czy ks. Marka Starowieyskiego i ks. Przemysława Szewczyka. Z rozmów z nimi wyłania się obraz żywego Kościoła, który targany był wieloma konfliktami, herezjami, wątpliwościami. Jak zauważa Roman Bielecki OP: „To, co znamy, co wydaje się oczywiste, jest najczęściej wynikiem długiego i bardzo burzliwego procesu. Kiedyś nie było Katechizmu Kościoła Katolickiego i Kodeksu Prawa Kanonicznego, nie było lekcjonarzy i mszałów, „Wierzę w Boga” i różańca, stylów w kościelnej architekturze i ikon. Nie było nawet Ewangelii w formie spisanej. To wszystko pojawiło się w efekcie rozwoju kościelnej doktryny i pogłębienia świadomości wierzących.”

Cennym dopowiedzeniem są również słowa ks. Marka Starowieyskiego: „Kościół jest ciałem żywym, ma oczywiście swoją przeszłość, która rzutuje na stan obecny. Nie możemy jednak się zamykać tylko w dawnych formach, najbardziej nawet czcigodnych, ale nieprzystających do rzeczywistości, a równocześnie nie możemy niszczyć wszystkiego, co było dawniej, bo w ten sposób odcinamy się od korzeni.”

Każdy z rozdziałów odsłania nam inne oblicze wczesnego Kościoła. Na początku poznajemy codzienność pierwszych wspólnot. W kolejnym rozdziale, benedyktyn, ojciec Szymon Hiżycki, opowiada o pierwszych mnichach i ojcach pustyni – próbuje nakreślić ich motywację, a zarazem kontekst kulturowy. Z kolei dominikanin, ojciec Damian Mrugalski opowiada o pierwszych herezjach w Kościele i próbach ich przezwyciężenia. Tłumaczy, dlaczego został zwołany pierwszy sobór.  Ojciec Mrugalski pokazuje również bezkompromisowość tamtych czasów. Przywołuje opowieść o św. Janie Apostole, który będąc kiedyś w termach, zobaczył wchodzącego tam gnostyka. Co zrobił św. Jan Apostoł?: „Natychmiast wybiegł, krzycząc, by wszyscy uciekli, bo z powodu pojawienia się heretyka może się zawalić dach. Wniosek: heretyków należy unikać jak ognia.”

Warto zwrócić uwagę na rozdział „Złoto jest podobne tylko do złota”. Czytamy w nim: „Za każdym razem, kiedy przedstawiciele Kościoła wchodzili w zbyt zażyłe stosunki z polityką, dobrze im się wiodło, lecz wiara na tym na ogół cierpiała. Mody polityczne przeminęły, a to co najważniejsze w wierze Kościoła, przetrwało, nawet jeśli się wydawało, że nic nie ma prawa przetrwać.”

O męczeństwie pierwszych chrześcijan opowiada ks. Jerzy Czerwień w rozdziale „Chrześcijanie dla lwów”. Podsumowując swoje rozważania mówi: „Chrześcijanie nie pasują do kontekstu, nie dmą w tę samą trąbkę, nie płyną z tym samym nurtem co większość, dlatego zaczynają przeszkadzać. Czasy męczenników nigdy się tak naprawdę nie skończyły. I nie ma innego wyjścia. Jeśli pozostaniemy chrześcijanami, będziemy dla świata kłopotem.”

Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na fantastyczną rozmowę z Michałem Wilkiem zatytułowaną „List przepisywany nocą” o kształtowaniu się Nowego Testamentu. Pozwolę sobie przytoczyć mały fragment: „W gminach chrześcijańskich dość szybko pojawiło się pytanie, które pisma są natchnione. W apokryficznej Ewangelii Piotra opisano scenę wyjścia Chrystusa z grobu. Wydawałoby się: wspaniale, Chrystus tryumfuje, cały świat to widzi. Ale Kościół powiedział: Nie, to nie jest tekst natchniony. Bo do wiary w zmartwychwstanie człowiek musi dojść sam na podstawie znaków – takich jak pusty grób.”

Nie sposób w krótkiej recenzji odnieść się do wszystkich rozmów. Na zakończenie, chciałbym, abyśmy zastanowili się, w czym moglibyśmy naśladować starożytnych chrześcijan? Nie jest to pytanie, bynajmniej, proste. Ks. Marek Starowieyski tak na nie odpowiada: „Oni mogą nas nauczyć po pierwsze, że Bóg jest sprawą najważniejszą w życiu, a wiarę w Niego należy wyznawać odważnie, aż do przelania krwi; z wiary zaś wynika powaga grzechu (która nam się dziś zgubiła) jako zła trudno odpuszczalnego. Po drugie, że Eucharystia jest centrum całego życia wiarą, a zarazem elementem jednoczącym wspólnotę; wokół niej tworzą się relacje międzyludzkie, z niej wyrasta solidarność – wobec siebie nawzajem i wobec innych gmin. Po trzecie, że drogą do niej jest chrzest przyjmowany po długim przygotowaniu. Po czwarte, że Pismo Święte jest świętym słowem Bożym, a miejscem uprzywilejowanym jego czytania i rozumienia jest liturgia.”

Odpowiedź ks. Starowieyskiego jest jedną z wielu możliwych. Tak naprawdę, każdy z nas powinien podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie – zarówno dla siebie samego, jak i dla wspólnoty, w której żyje. Poznanie źródeł chrześcijaństwa pozwala pełniej zrozumieć istotę naszej wiary, pozwala na bardziej świadome jej przeżywanie. Człowiek, który wyrzeka się albo zapomina o własnych korzeniach, staje się sam do siebie i dla innych obcy. Myślę, że podobnie jest w przypadku wiary. To właśnie świadomość własnych korzeni sprawia, że drzewo może piąć się coraz wyżej, a w jego koronie mogą wić gniazda ptaki. Jeśli korzeń usycha, staje się martwy, drzewu wcześniej czy później grozi śmierć. Wracajmy do źródeł, aby jutro było jeszcze pełniejsze, aby wiara mogła rozkwitać.

Artur Żak

Maciej  Müller, Żywe pochodnie. Rozmowy o początkach Kościoła. Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze, Poznań 2018

 

Udostępnij