Od czasu do czasu ktoś nas zaskakuje, czasami jest to sąsiad, który przytrzyma drzwi, innym razem erupcja głupoty jakiegoś polityka w telewizji, a czasami piękno wiersza. Zadziwienia są powodowane, formą, lub treścią, otrzymanego przekazu. Mnie zaskoczyła książka Grzegorza Brauna poświęcona objawieniom w Gietrzwałdzie, opisywanym ze zdumiewającej, i doprawdy niecodziennej, perspektywy. O książce „Gietrzwałd 1877. Nieznane konteksty geopolityczne” – pisze Juliusz Gałkowski.

Gietrzwałd staje się popularnym miejscem pielgrzymkowym, poświęca się mu albumy, książki i opracowania, a nawet programy telewizyjne. Daleko mu do Jasnej Góry, i jeszcze nie jest Licheniem, ale staje się naprawdę ważnym miejscem na duchowej mapie naszej Ojczyzny. Dlatego kiedy znany (i kontrowersyjny – jak to się obecnie pisze) reżyser postanowił poświęcić sprawie gietrzwałdzkiej książkę, ja z kolei, z dużym zainteresowaniem ją przeczytałem. Tym bardziej, że Braun, znany jest nie tylko jako konserwatysta i radykał, ale także jako przewyborny gawędziarz.

Zasadnicza teza książki brzmi – objawienia w Gietrzwałdzie miały na celu nie tylko skłonienie ludzi do nawrócenia i ponownego przyjęcia nauczania Zbawiciela. Były one także działaniem z zakresu bieżącej polityki, bowiem Opatrzność postanowiła – poprzez Objawianie się Bożej Rodzicielki w tej zapomnianej przez Boga i ludzi (jak to się popularnie mówiło – jak widać absolutnie błędnie) miejscowości – uratować świat przed wojną światową. W głębokim przekonaniu autora właśnie w końcu lat siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku szczególnie ona nam zagrażała.

Dlaczego Opatrzność chciała przesunąć wojnę akurat o prawie pół wieku i dopuściła ją dopiero w 1914 roku? Dlaczego wtedy groziła wojna i jak zatrzymały ją gietrzwałdzkie objawienia? Nie będę opisywał, aby nie zdradzić smaczków zawartych w książce (broszurze raczej). Nie napiszę także, co mnie w niej przekonało, a co nie (powiem tylko, że nie mam przekonania do tez autora). Nie zrobię tego, aby czytelnik przypadkiem nie stwierdził, że nie potrzebuje już książki czytać. Poza tym, wiewiórki mi naplotkowały, że dostojny autor reżyseruje film o gietrzwałdzkich objawieniach, zatem nie zdradzajmy zbyt wiele.

Zapyta zatem ktoś, po co w ogóle wspominam o książce, o której zbyt wiele pisać nie chcę, i która nie przekonała mnie za bardzo do swoich tez i założeń. Powody są dwa. Pierwszym jest fakt, że naprawdę opisuje ona świat z niecodziennej perspektywy wierzącego chrześcijanina, który jest przekonany, że Boska Opatrzność czuwa nad nami nieustannie. A – niestety – zbyt często zapominamy o tym w naszej codzienności. Drugim jest piękna polszczyzna naprawdę uroczej gawędy o polskiej, i światowej, historii końca dziewiętnastego wieku. Grzegorz Braun przekopał się przez historyczną literaturę oraz przez archiwa i uraczył czytelników interesującą historią.

Bo jak trafnie zauważył przed wiekami Giordano Bruno: „Se non è vero, è molto ben trovato” – „Jeśli to nie jest prawdziwe, to jednak dobrze wymyślone”.

Juliusz Gałkowski

Grzegorz Braun, Gietrzwałd 1877. Nieznane konteksty geopolityczne, Fundacja Osuchowa, Częstochowa 2018

 

Udostępnij