W wieczór poprzedzający dzień Wszystkich Świętych błąkają się w listopadowym mroku makabryczne cienie: wampiry, diabły, czarownice… Pochylonej staruszce, która właśnie wraca z cmentarza, od męża, co odszedł zaledwie miesiąc temu, zaczyna łomotać udręczone serce… –   „Cukierek albo psikus!” – wołają… Ufff, na szczęście, to tylko nasze kochane dzieciaki. Halloween świętują! To nic, że za bardzo nie wiedzą o co chodzi. Skoro dorośli – mama, tata, pani nauczycielka – kazali im tak się bawić, to znaczy, że jest okey – dorośli przecież mają rację, są tacy mądrzy i duzi. O książce ks. Andrzeja Zwolińskiego „Halloween. Zabawa czy zagrożenie?” – pisze Joanna Skrzypnik.

W tym miejscu postawmy sobie pytanie: Jaki właściwie sens ma przebieranie naszych najmłodszych za postaci z piekła rodem?  I jeszcze jedno:  Czy na obchodzenie napływowych neopogańskich świąt przez wyznawców religii katolickiej można znaleźć jakikolwiek uzasadnienie?

Na pewno każdy ma na ten temat swoje własne zdanie, uzależnione od tego, czy traktujemy Halloween w kategorii zabawy czy też zagrożenia. Proponuję zajrzeć do książki ks. profesora Andrzeja Zwolińskiego i zapoznać się, co ma w tej kwestii do powiedzenia katolicki ekspert od duchowych zagrożeń. Autor oferuje szerokie kompendium wiedzy na temat Halloween –  święta zza oceanu, które w drugiej połowie XX wieku przywędrowało do zachodniej Europy, a z początkiem lat dziewięćdziesiątych zawitało także do naszego kraju. W dość szczegółowy sposób pozwala prześledzić jego historię, sposoby świętowania oraz przyczyny popularności. Dodatkowo demaskuje jego związki z satanizmem i omawia co mają w tej kwestii do powiedzenia hierarchowie Kościoła.

Halloween wywodzi się z pradawnych, pogańskich zwyczajów celtyckich. W dniu 31 października przypadało najważniejsze dla Celtów święto ku czci boga śmierci Samhain –hucznie obchodzone pożegnanie lata. Był to ostatni moment na zebranie plonów i jednocześnie czas, w którym można było kontaktować się z duchami. Czas niepokoju i chaosu połączony z wyuzdanym ucztowaniem.

Za sprawą irlandzkich emigrantów zawitało do Ameryki, gdzie z czasem zyskało ogromną popularność. Z upływem lat zaniknął jego religijny i mitologiczny charakter, a pozostał jedynie ten rozrywkowy.

Ponieważ mroczna otoczka tego święta mocno sprzyja różnym okultystycznym rytom, to nic dziwnego, że szybko znalazło się ono w polu zainteresowania różnorakich sekt i szemranych ugrupowań. Oczywiście sataniści skupili się tylko i wyłącznie na obecności złych duchów w przestrzeni zamieszkałej przez ludzi. Anton LaVey, autor „Biblii Szatana”, wyznał wprost, że Halloween jest najważniejszym dniem w roku dla Kościoła Szatana.

Zastanawia fakt, dlaczego świętowanie Halloween dość łatwo zadomowiło się również w kraju tak katolickim jak Polska, w którym listopadowe dni zmarłych są obchodzone chyba najpiękniej na świecie. Przecież propagowana przez nie postawa wobec śmierci jest zupełnie obca naszej religii i kulturze. Wszak nie mamy powodów, aby odstraszać zmarłych, gdyż nie postrzegamy ich jako zagrożenie dla żywych. Wręcz przeciwnie, czcimy pamięć o tych, których już nie ma i modlimy się za ich dusze. Czy ktoś, kto – nawet w zabawie – wyśmiewa się ze śmierci i z kultu świętych może jeszcze nazywać siebie chrześcijaninem?

Przyjrzyjmy się fenomenowi Jack-o’-lantern –  wydrążonym dyniom z lampami w środku, tak chętnie umieszczanym na podwórkach czy w oknach polskich domów. Aktualnie są postrzegane wyłącznie jako element dekoracyjny, w związku z czym nie budzą zdziwienia. Można powiedzieć, że tak bardzo wpisały się w listopadowy krajobraz, że już mało kto zastanawia się nad ich  symboliką. A ta budzi przerażenie: Jack, według legendy, to potępieniec, ukarany za paktowanie z diabłem. Zanim więc umieścimy dynię na naszej posesji, bo wszyscy tak robią, sięgnijmy do wiarygodnych źródeł i poczytajmy o jej pochodzeniu.

Halloween raczej nie zdołało do siebie przekonać starszej części społeczeństwa polskiego, ale młodsi, zafascynowani wszelką nowością, z łatwością łyknęli haczyk medialnej reklamy.

Zadziwia fakt, że do promocji tego święta w dużej mierze przyczyniła się również szkoła: „Łatwo zdeklarowała się jako przestrzeń, która będzie edukowała dzieci w kulturze wyzutej z podstaw polskich i chrześcijańskich. Okazuje się, że okultystyczne zabawy, czy hasła satanistyczne, a z pewnością obce symbole i znaki, pełne okrucieństwa, oswajające z przemocą i radykalną negacją tego, co naprawdę jest delikatnością i wrażliwością, znajdują łatwiejszy dostęp do grona nauczycielskiego niż treści tradycyjne” (s. 189-190).

Wielu rodziców nie widzi problemu i bezmyślnie przebiera swoje pociechy za postaci, które kojarzą się jedynie ze złem. Jako matka, nie potrafię pojąć, jak można własnemu dziecku założyć strój kościotrupa czy też kupować zabawki z cmentarnymi symbolami? Jak można – chociażby na poziomie zabawy – wciągać dzieci w wiarę w siły i moce zła? Kiedy rozrywka niszczy w człowieku świat wartości, to rozrywką być przestaje.

Na szczęście, jak wskazują badania socjologiczne z 2016 roku, popularność Halloween w Polsce wyraźnie się zmniejsza.

Książkę polecam tym wszystkim, którzy chcieliby ugruntować swoją wiedzę na temat tego importowanego święta oraz spojrzeć na nie z chrześcijańskiego punktu widzenia. W sposób szczególny powinni się nią zainteresować rodzice i nauczycie oraz wszyscy, którzy mają jakikolwiek wpływ na wychowanie dzieci i młodzieży.

Joanna Skrzypnik

Ks. Andrzej Zwoliński, Halloween. Zabawa czy zagrożenie?, Wydawnictwo Monumen, Poznań 2018, liczba stron: 273, oprawa miękka.

Udostępnij