Ojciec Łucjan Z. Królikowski OFMConv to franciszkanin, który pisał tę książkę w bardzo sędziwy wieku. Stanowi ona podsumowanie jego niezwykłego życia. Jak sam przyznaje we wstępie, tę książkę można czytać „na wyrywki” nie koniecznie od początku do końca. Przyznam się, że często czytam w ten sposób książki, ale po raz pierwszy spotykam się z tak pokornym autorem, który mi to sam zaleca. To przekora i dowcip z jego strony, bo oczywiście warto przeczytać całą pozycję od deski do deski. Chociaż ma ona mozaikową kompozycję wymieszanych wątków, to prowadzi czytelnika konsekwentnie wokół tajemnicy dobra i zła, wiary i niewiary, zbawienia i potępienia. Skoki między tematami i nieraz szokujące kontrasty są celowym zabiegiem doświadczonego kaznodziei i radiowca, który naprawdę nie pozwala zasnąć czytelnikowi. O książce  „Abba – Ojcze! Przemyślenia sybiraka i tułacza” – pisze Maria Patynowska.

Łucjan Z. Królikowski (ur. 1919) to franciszkanin, jeden z duchowych synów św. Maksymiliana. Jak streszcza nam jego życiorys wydawnictwo: „Kapłan, aresztowany przez NKWD i zesłany na Syberię. Podchorąży w armii gen. Andersa, opiekun sierot wojennych, dla których zorganizował ucieczkę do Kanady, chroniąc je przed repatriacją do kraju opanowanego przez komunistów. Wiele lat pracował w rozgłośni radiowej dla Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej, ewangelizując i umacniając patriotycznego ducha.” To niesamowicie bogate życie autora stanowi najciekawszy wątek tych przemyśleń i może na nich się skupię opowiadając o tej książce.

Aresztowanie przez NKWD i zesłanie na Syberię pozwoliło mu doświadczyć bardzo ostrej konfrontacji ze złem. To doświadczenie leży u podstaw głównego wątku tej książki: „Bez uznania grzechu pierworodnego nie da się wyjaśnić zła istniejącego na świecie i nasilającego się w różnych epokach. Ludzie niewierzący w Boga konsekwentnie nie uznają grzechu pierworodnego. Uznają się za niepokalanie poczętych. To sprawia, że zło panoszy się i mnoży, a ludzie nie rozpoznają, skąd ono przychodzi.”

Autor natknąłem się w życiu na okrucieństwa i morderstwa pogrążonego w wojnie świata. Widział je w Związku Radzieckim, który przecież z założenia miał być oparty na społecznej sprawiedliwości. Ten sowiecki eksperyment był porażką, ponieważ usiłował tworzyć raj na ziemi bez wiary w Boga, bez religijnych podstaw do rozeznania między dobrem a złem. „Ci, którzy odrzucają zarówno istnienie szatana, jak i zła, są przekonani, że ludziom wystarczy wrócić zasady tzw.” współżycia społecznego”, a wówczas przestaną popełniać zło. XX wiek zaprzeczył temu pogańskiemu myśleniu. Nigdy w historii ludzkości nie dokonano tylu tak potwornych zbrodni, jak w tym okresie czasu w krajach, w których nie było analfabetyzmu, a liczba wykształconych pozostawała na wysokim poziomie. Są zatem jak ślepi prowadzący ślepych.”

 

Jego hipoteza o genezie okrucieństwa Związku Radzieckiego bazuje na pojawieniu się ogromnej liczby osób, które nie przystąpiły do chrztu, czy też w inny sposób sprofanowały swoje chrześcijaństwo. Okazało się, że przy zaniechania nauki o przykazaniach Bożych, każdy człowiek stał się zdolny do popełniania najokropniejszych zbrodni. Przy czym powstała w duszach wielka żądza okrucieństwa i Armia Czerwoną składała się z opętanych ochotników, którzy twarze mieli ciągle ponure i nawet przy pozorach uprzejmego zachowania, bardzo gwałtownie przechodzili do zbrodni. Tak jakby ponuractwo i niewiara współpracowało z grzechem. Autor cytuję Zofię Kossak: „Krasnoarmiejcy zawsze byli ponurzy i smutni. Można było zauważyć u nich tylko dwa nastroje: albo podniecenie dzikie, zwierzęce, sadystyczne, albo śmiertelne przygnębienie i apatię.” Zadziwiające jest, że wszyscy, pomimo bardzo okrutnych czynów, mieli wrażenie własnej nieskazitelności, także zbrodniarze hitlerowcy na procesie norymberskim mówili o sobie „jestem niewinny”.

Kontrastem do tych obserwacji zła, jest wychwalanie dobra. Człowiek z prawidłowo ukształtowanym sumieniem raczej nie myśli o sobie jako o niewinnym, a jest nastawiony na doskonalenie się w dobru. Ta jego postawa działa na otoczenie. Autor zauważa, że: „Świętość manifestuje się poprzez wyraz twarzy, zachowanie człowieka, jego słowa, gesty… Można czasem spotkać ludzi – młodych, dorosłych, starców, których oblicze promieniuje. Jakiś wewnętrzny blask świadczy o tym, że osoba ta posiada piękną duszę.” Źródłem tej radości jest Niepokalana, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Może dlatego we wspomnieniach o św. Maksymilianie czytamy, że on jeden w Auschwitz miała niesamowitą zdolność opierania się pokusom grzechu, w świecie, który zdaniem wielu był zupełnie opuszczony przez Boga i stanowił jakby centrum zła świata.  Może dlatego hitlerowiec , który do wszystkich zwracał się „ty świnio”, zaskoczony postawą wiary św. Maksymiliana powiedział do niego „proszę pana”.

Maria Patynowska

Łucjan Z. Królikowski OFMConv, Abba – Ojcze! Przemyślenia sybiraka i tułacza. Wydawnictwo Franciszkanów Bratni Zew, Kraków 2018

Udostępnij