Książka Marii Kączkowskiej „Ojciec Kolbe” była już wielokrotnie wydawana i od lat cieszy się niesłabnącą popularnością.  Nie dziwi mnie, że została ponownie wznowiona w 2019 roku. Święty Maksymilian jest postacią niezmiernie bogatą. Można na niego spoglądać z wielu stron.  Maria Kączkowska widzi św. Maksymiliana okiem kobiety. Sposób ujęcia tematu jest jasny i przystępny dla każdego, włącznie z najmłodszymi, a jednocześnie, co zadziwiające, nie wydaje się przestarzały, choć od pierwszego wydania upłynęło już sporo czasu – pisze Maria Patynowska.

Już przy pobieżnym przekartkowaniu widać, że książkę napisała katechetka, która starała się pokazać św. Maksymiliana jako wzór do naśladowania. Autorka tej powieści była osoba wybitną: „Maria Kączkowska (1892-1993), wysokiej klasy pedagog, znana w warszawskim środowisku inteligencji katolickiej, prowadziła ożywioną działalność katechetyczną na terenie stolicy. Przez 15 lat uczyła religii w szkole ćwiczeń Seminarium Nauczycielskiego Katolickiego Związku Polek, prężnej organizacji społecznej kobiet w okresie międzywojennym, później w Seminarium dla Przedszkolanek zorganizowanym przez tenże związek. Przy Związku Polek istniało Koło Katechetek. Rozwinęło ono bardzo piękną, dynamiczną pracę społeczno-oświatową. Biorąc czynny udział w pracach społecznych Koła, autorka okazała się gorącą zwolenniczką nowej metody nauczania prawd wiary, mianowicie wprowadzenia do programu czytanek religijnych”. Tutaj leży istota książki, gdyż jest ona w najlepszym tego słowa znaczeniu „religijną czytanką”.

Narracja jaką autorka prowadzi opowiadając nam historię małego „Mundka” (św. Maksymilian miał chrzcielne imię Rajmund) ma za zadanie pokazanie rozwoju osoby świętego i kształtowanie się Jego postaw. Odczytujemy, że wielkie znaczenie dla rozwoju świętości miała miłość panującą w rodzinnym domu. We wstępie czytamy: „Jeżeli prawdą jest powiedzenie, że „miłość jest sztuką, tak samo jak sztuką jest życie”, to w odniesieniu do ojca Kolbego, bohatera i męczennika z miłości, ciekawi nas, jak zdobywał on umiejętność miłowania, której ukoronowaniem była dobrowolna ofiara z własnego życia, by ocalić życie drugiego człowieka.” Święty Maksymilian wychowywał się w domu rodzinnym, w którym panowała atmosfera świętości i dlatego ona sam później bardzo jej pragnął. Jest jednym z tych świętych, którzy najprawdopodobniej nigdy w swoim życiu nie popełnili żadnego ciężkiego grzechu. Jest to szczególna łaska od Maryi Niepokalanej, której był wielkim czcicielem. Tak do Niepokalanej duchowo przylgnął, że się do Niej upodobnił!

Książka ukazuje całe życie św. Maksymiliana, ale przyznam, że najbardziej do  mnie przemawia opis dzieciństwa świętego. Odnoszę wrażenie, że nie mniej ważną bohaterką książki jest matka św. Maksymiliana, w której postawę bardzo wyczuwa się autorka, jako katechetka pragnąca wychowywać dzieci do świętości. Opisane są uczucia matki świętego. Czytając to zastanawiam się, co to znaczy być matką świętego, czy było to proste zadanie? Myślę, że na pewno ciężko było matce św. Maksymiliana czytać korespondencję z Auschwitz i jeszcze ciężej dowiedzieć się o śmierci ukochanego syna. Były to sprawy rozrywające jej serce, które trudno by było przetrwać, gdyby nie wzór Matki Bożej stojącej pod krzyżem Chrystusa. Postawa wierności Bogu u matki św. Maksymiliana była bardzo wytrwała, nie bez znaczenia jest, że do końca życia mieszkała ona w domu sióstr Felicjanek w Krakowie, często zaglądając na modlitwie do kościoła franciszkanów, w której znajduje się wizerunek Matki Boskiej Bolesnej.

Książka pokazuje również związek szybkiego duchowego dorastania św. Maksymiliana z cierpieniem, jakie wywołała śmierć jego braci: „Mundzio już wiedział, co to jest śmierć. Niedawno umarł mały braciszek, a drugi jeszcze przedtem. Mama mówi, że poszli do nieba, tam gdzie jest Niepokalana, Przeczysta Matka Boża . Mundzio poczuł nagle, że Ją jedną kocha najwięcej. Z Nią chciałby być zawsze. Może dlatego właśnie, że jest przeczysta. Miał przy sobie małą figurkę Niepokalanej, którą kupił za własne pieniądze na odpuście w Lutomiersku. Po cichu wyciągnął rękę i wziął ją ze stoliczka. Przytulił obiema rękami, potem przyłożywszy głowę do poduszki zasnął”.

Myślę, że czasem warto robić wznowienia nie nowych już książek dla dzieci, ponieważ w tych pisanych obecnie często omija się zjawisko śmierci, jako potencjalnie bardzo samucającej dziecko. Tymczasem śmierć jest ważnym elementem naszego życia i przykład świętych poucza nas, jak bardzo duchowo owocne są związane z tym doświadczenia. Święty Maksymilian, co było widoczne w jego postawie w obozie Auschwitz, zupełnie nie bał się śmierci. Jedna z ulubionych za życia jego pieśni mówiła o tęsknocie do spotkania z Maryją: „Wkrótce już ujrzę Ją, Maryję, Matkę mą, w Niebie… ”

Maria Patynowska

Maria Kączkowska, Ojciec Kolbe, Wydawnictwo Niepokalanów, Niepokalanów 2019

Udostępnij