Lourdes zawsze zastanawiało mnie swoją konkretnością cudów. To prawdziwe działanie Maryi skierowane do współczesnego człowieka kierującego się rozumem i suchą analizą faktów. O książce Filippo Anastasi „Tajemnice Lourdes, Prawdziwa opowieść o cudach” – pisze Maria Patynowska.

Autorem tej książki jest pracownik Wydziału Historii Nowożytnej na Uniwersytecie La Sapienza i korespondent prasowy. Może dlatego ma szczególny szacunek do faktów. Jest to też człowiek otwarty na życie duchowe, autor książek m.in. o św. Ojcu Pio. Jest również częstym bywalcem Sanktuarium w Lourdes. Właśnie w tym miejscu zbierał materiały do tej książki, która, co ważne, posiada rekomendację i posłowie od przewodniczącego Biura Orzeczeń Medycznych w Lourdes. Pisze on o autorze: „Pod pewnymi względami uzupełnia on pracę, którą wykonałem wraz z moimi pracownikami. My jednak skrupulatnie badaliśmy prawdę kliniczną i medyczną, Filippo Anastasi zaś poszukiwał prawdy o ludzkim i duchowym doświadczeniu”.

Przyznam, że sięgając po tę książkę towarzyszyły mi uczucia, które już przewidział autor: „Biorąc tę książkę do rąk, wielu z was, drodzy czytelnicy, zadało sobie pytanie, czy naprawdę potrzebna jest kolejna pozycja o Lourdes. Jeżeli dotarliście do tego momentu, to mam nadzieję, że już odpowiedzieliście sobie na to pytanie. Nie chciałem pisać tekstu teologicznego na temat cudów i sanktuarium. (…) Chciałem podzielić się z Wami historiami kilku osób cudownie uzdrowionych, z którymi miałem przywilej się spotkać i ukazać wam kilka wycinków ich codzienności, mgnień z ich życia, które pozostawiło mocny znak w mojej własnej historii i pamięci. Ich niezwykłe opowieści zaowocowały u mnie wieloma pytaniami i dociekaniami, na które chciałem odpowiedzieć bez filozoficznego słowotoku, ambicji, czy chęci dotarcia na wyżyny wielkiej teologii”.

Autor spotkał osoby uzdrowione w środowisku organizacji UNITALSI, która specjalizuje się w ułatwianiu chorym dotarciu do sanktuarium w Lourdes, szczególnie z terenów Włoch. Organizacja ta nieraz nazywana jest „białym pociągiem”, bo do Loureds organizują pociąg, w którym jedzie mnóstwo ubranych na biało medyków i wolontariuszy. W książce opisana została postać założyciela tej organizacji, doktora Nicolo Zappia, który już od młodości bardzo irytował niewierzących kolegów – lekarzy swoją bardzo gorącą pobożnością. W sanktuarium zaś ciągle przekraczał granice poświęcenia, „krążył z torbą lekarza w jednej ręce, a z różańcem w drugiej”, zdobywając opinię „pokornego dla pokornych”. Ma on też w dziele, które pozostawił, ofiarnych następców. W organizacji tej pracują wolontariusze kochający Maryję, a wśród nich ci, którzy w sposób szczególny doświadczyli Jej dotknięcia, bo zostali uzdrowieni. Arcybiskup Luigi Marrucci tak skomentował ich posługę: „Nie eksponują darów, które Pan wlał do ich serc i ich ciał. Żyją z wielką pokorą razem z innymi, nigdy nie stawiając siebie na piedestale. Pracują jako siostry, noszowi i wykonują wszelką pracę, jakiej się od nich oczekuje. Ofiarowali się cierpiącym braciom z wdzięczności za dar, który otrzymali”.

Głównymi bohaterami tej wspaniałej książki są uzdrowieni. Jak wiadomo, dotychczas Biuro Orzeczeń Medycznych w Lourdes uznało 70 uzdrowień. Większość to Francuzi, ale są wśród obcokrajowców także osoby z Włoch. Przyjrzyjmy się jednej z tych historii. Delizia Cirolli „W roczniku Biura jest cudownie uzdrowioną numer sześćdziesiąt pięć (…) W wieku jedenastu lat została dotknięta złośliwym guzem piszczeli – mięsakiem Ewinga. Specjaliści zlecili amputację nogi, ponieważ rak się rozprzestrzeniał. Ojciec odmówił, a matka zabrała dziecko do Lourdes.” Czytając opowieść o Delizji możemy poprzeglądać się, jak działa Matka Boża. Czy cud miał  miejsce od razu? W tym przypadku działanie było powolne, jakby z opóźnieniem, we właściwym dla Bożej woli czasie. Kobieta wspomina: „Byłam dzieckiem i brałam udział we wszystkich pobożnych czynnościach, jakie można wykonać w sanktuarium, w tym także w kąpieli w basenach. Niestety, wróciłam w jeszcze gorszym stanie (…) Moja mama przygotowała mi najlepszą sukienkę na godzinę śmierci. Nie byłam już poddawana żadnej terapii, mama tylko regularnie podawała mi wodę z Lourdes. Pewnego dnia, tuż przed Bożym Narodzeniem, poczułam nagle chęć wstania z łóżka, jak dziecko, któremu minęła gorączka. Czułam się dobrze. Wstałam, chodziłam po pokoju. Podeszłam do Mamy i powiedziałam: „Chcę wyjść”. Mama nie mogła uwierzyć w to, co się stało.” Zatem cuda istnieją! Dziewczyna ta w dorosłym wieku została pielęgniarką i pracuje z chorymi. Jest bardzo pokorną osobą i trudno ja było namówić na wywiad. Prowadzi szczęśliwe życie w małżeństwie i została matką. Jaki Pan Bóg jest dobry!

Autor tej książki nie zapomniał o tym, że może ona trafić do rąk tych, którzy niezbyt dużo widzą o Lourdes i objawieniach. Dla tego zamieścił dokładne, przejrzyste kalendarium z zapisem wydarzeń i słowami Matki Bożej. Uderzające jest w tym to, że Matka Boża tak niewiele powiedziała. Jest to głównie wezwanie do pokuty i modlitwy różańcowej. Wyjawiła też swoje imię mówiąc: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Po tym imieniu ksiądz proboszcz zorientował się, że Bernadetta, prosta pasterka, mówi prawdę, bo nie mogła znikąd wiedzieć, że ogłoszono niedawno dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Książka wymienia nieznany mi dotąd szczegół, że wizjonerka w tamtym czasie, choć miała 14 lat, nie była jeszcze dopuszczona do pierwszej komunii, bo była niepiśmienna i zdaniem oceniających ją, nie była na odpowiednim poziomie…

Maria Patynowska

Filippo Anastasi, Tajemnice Lourdes, Prawdziwa opowieść o cudach, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2019

Udostępnij