Ksiądz Kaczkowski mówił o sobie, że jest „onkocelebrytą”. To dowcipne określenie pokazywało dystans, jaki miał wobec swojego wizerunku medialnego ukształtowanego przez nieuleczalną chorobę. Czy jest to pełen obraz księdza Kaczkowskiego? O książce Katarzyny Szkarpetowskiej „Jego portret. Opowieść o ks. Janie Kaczkowskim”- pisze Maria Patynowska.

Jego portret, to bardzo ciepła książka, która pokazuje nam księdza Kaczkowskiego jako człowieka głęboko wierzącego i wspaniałego przyjaciele. Widać zresztą, że u niego jedno wynikało z drugiego. Przyjaźń z wiary, a wiara z przyjaźni. Jego przyjaciele postanowili po jego śmierci jeszcze raz wrócić do tych momentów, które szczególnie zapamiętali, które w jakiś sposób zmieniły ich, pozwoliły im inaczej spojrzeć na otaczającą rzeczywistość. Z kart książki przebija nieustająca tęsknota, co widać w westchnieniach: „on cały czas jest z nami”.

Autorką książki jest Katarzyna Szkarpetowska, autorka bestsellerowej książki „Dekalog księdza Jana Kaczkowskiego”. Wstęp od autorki ma charakter intymnego listu rozpoczynającego się, niczym tradycyjne listy, od słów „Drogi Księże Janie!”. Jest to wyraz wciąż nieugaszonego bólu: „Gdy rok temu dotarła do mnie wiadomość o Twojej śmierci, poczułam żal. Byłam też zła – na Ciebie. Za to, że poznaliśmy się tak późno (bo co to jest niespełna rok?), że dopiero zaczęłam cieszyć się Twoją obecnością w moim życiu, a Ty odszedłeś.” Dalsza jej wypowiedź to wyznanie miłości: „Powiedzieć, że pokochałam Cię za całokształt, to za mało. Pokochałam Cię za Twoją autentyczność, za to, że nie byłeś ugrzecznionym księdzem…” Rzeczywiście, ksiądz Kaczkowski sporo narozrabiał, naprzełamywał schematów, zwłaszcza tych, które męczą nas w dobie braku odpowiedzi na pytania o sens cierpienia i śmierci, kiedy wielu z nas ucieka w myśli o eutanazji, zapominając o łączeniu swojego i innych cierpienia z cierpieniami Pana Jezusa.

Ksiądz Kaczkowski osierocił nie tylko dziennikarkę, ale pozostało po nim wielu przyjaciół, którzy wypowiadają się w dalszej części książki. Jednym z nich jest filmowiec, Tadeusz Pawlicki, który nakręcił film o ks. Kaczkowskim „Śmiertelne życie”, będącym zapisem rozmowy jego syna, młodego popularnego aktora, Antoniego Pawlickiego, z umierającym Janem Kaczkowskim. Podczas prapremiery filmu, która miała miejsce w Pucku, ks. Jan powiedział, że „Film opowiada o dwóch mężczyznach, z których jeden próbuje nie być celebrytą, a drugi stał się nim przez przypadek”. Co cenił w księdzu filmowiec? Szanował jego styl, jego niezależność od mediów, jego własny przekaz. To wszystko, co odróżniało ks. Kaczkowskiego od świata mediów. Zauważa: „Na co dzień spotykamy się z takim, nazwijmy to, jarmarkiem medialnym – ludzie rozmawiają ze sobą o głupotach, tracąc czas… . A Jan odgarniał całą tę falę informacji, która nas zalewa, i wyławiał rzeczy najważniejsze.” Czy ta relacja z filmowcami była potrzebna księdzu Kaczkowskiemu? Nie wiadomo, ale na pewno potrzebna była synowi filmowca, aktorowi. Jego ojciec mówi o tym: „Wydaje mi się, że spotkanie z Janem w jakimś sensie Antka zmieniło. Było dla niego tak ważne, że chyba do końca nie chciał przyznać jak bardzo… . Zaprzyjaźnili się.”

Ksiądz Kaczkowski nie chciał, żeby rzeczywistość hospicjum w pełni umedialniać i nie wszystko pozwalał filmować. To była niecodzienna postawa dla Antoniego Pawlickiego, który przywykł, że ludzie zwykle zabiegają, aby wszystko co ich dotyczy było sfilmowane: „Zdenerwowało mnie, że podczas zdjęć w hospicjum Jan praktycznie zakazał nam uczestniczenia w jego spotkaniach z chorymi, rejestrowania kamerą tych momentów, gdy udziela im sakramentów, czy z nimi rozmawia – zgodził się jedynie na nagrywanie dźwięku.” Ten dźwięk to jednak bardzo wiele. „Potem zdałem sobie sprawę, że on bardzo dobrze to wyreżyserował, bo właśnie bycie na zewnątrz, słuchanie z zewnątrz było bardziej wymowne, pozostawiało większą przestrzeń dla wyobraźni.” Wydaje mi się, że ta wypowiedź dotyka kluczowej kwestii fascynacji ludzi mediów księdzem Kaczkowskim. Mam wrażenie, że nie do końca interesowano się nim jako kapłanem, ale kimś, kto jest „wewnątrz” choroby, kto jako duchowny widzi „od wewnątrz” stan duszy ludzi umierających. Filmowiec, cały czas obserwując i robiąc nagrania był jednak „z zewnątrz”. Postać księdza Kaczkowskiego pozwoliła się mu zbliżyć do tej tajemnicy, czym jest cierpienie i umieranie.

Z książki dowiadujemy się, że ostanie słowo, które ks. Jan wypowiedział przed śmiercią to „miłosierdzie”…. 

Maria Patynowska

Katarzyna Szkarpetowska, Jego portret. Opowieść o ks. Janie Kaczkowskim. Wydawnictwo Esprit, Kraków 2017

Udostępnij