Dlaczego tytuł „Picie w zachwycie”? Przeczytałem całą książkę szukając tytułowego „zachwytu”, ale zamiast niego zobaczyłem jedynie upodlenie i ból. Z bezradnością autor wyznaje: „Ten, kogo alkohol złamał raz, nie potrafi już kontrolować picia.” A jednak nie ma takiej beznadziei, z której Bóg nie może wyciągnąć człowieka. Nie ma takiej porażki, której Bóg nie może przemienić w zwycięstwo. O książce Pawła Cywnary „Picie w zachwycie” – pisze Artur Żak

Nikt nie przypatruje się dorosłym uważniej niż dzieci. Nikt też nie oczekuje tak bardzo uwagi ze strony dorosłych, jak dzieci. Tymczasem, jak trafnie zauważa Paweł Cwynar, dorośli wciąż mają: „pilne sprawy, które nigdy się nie kończą, tylko zamieniają na jeszcze pilniejsze, przez co niektórzy do swojej trumny dosłownie wbiegają, waląc czołem o dno i nawet tego nie zauważając. I nie ma pewności, czy po śmierci jeszcze nie trapią ich myśli, czy wyłączyli światło w łazience.”   

Zbyt często nieświadomie zaszczepiamy dzieciom nasze lęki, słabości, upadki, nałogi. Biorą je za dorosłość, imponują im. W swoim zabieganiu nie dostrzegamy, często zresztą nie chcemy dostrzec, że pętamy dzieci własnymi grzechami. Poruszyła mnie refleksja autora, który spoglądając na siebie samego sprzed kilkudziesięciu lat, gdy jako nastoletni chłopiec siedział podekscytowany w barze i zamawiał piwo, pisze: „Wtedy jeszcze nie byłem świadomy, że przy naszym stoliku siedział ktoś jeszcze. Ktoś, kto takich jak my po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu latach, przeżuwszy, wypluwał gdzieś w bramie, pod schodami lub płotem. Wyzutych z marzeń, planów, ambicji, pasji i nadziei. Zobojętniałych na wszystko i obojętnych wszystkim. Naszym towarzyszem był nałóg.”

Dopiero z perspektywy czasu dostrzega, że to co fascynowało go w piciu własnego ojca, było ułudą: „Uświadomiłem sobie, że tak bardzo dążyłem do zgłębienia tajemnicy picia mojego ojca, iż nie dostrzegłem tego, co piękne w codziennym dniu. Byłem przekonany, że w tajemnicy picia jest coś wielkiego. A tak naprawdę czas, kiedy ojciec był po imprezie, był czasem martwym. Leżał w domu na kacu nie podnosząc się z łóżka, z wyjałowionym wzorkiem utkwionym w sufit. Z utęsknieniem czekałem, aż minie mu ten stan i odżyje mówiąc: „Dobra synku, idź zrób ciasto, jedziemy na ryby!”

Zniewolony alkoholem młody chłopak, zasłuchany w opowieści kolegów z poprawczaków, już jako siedemnastolatek dochodzi do wniosku, że „drogę ku wolności i niezależności toruje się pieniędzmi i siłą”. Nie rozumie, że „dorosłość to nie to samo, co dojrzałość”. Nie ma zresztą wokół niego nikogo, kto byłby wiarygodny i potrafił dotrzeć do niego, pokazać inną drogę. Sam pisze: „Nie znalazł się też nikt z autorytetem, kto by mi powiedział: „Małolat, nie tędy droga!”.

Spirala zaczyna się nakręcać. W efekcie trafia do poprawczaka. „Nie spodziewałem się, że tak szybko będzie postępowała w nim moja demoralizacji. Najgorsi z najgorszych uczyli mnie, jak mam stać się takimi, jak oni. Pochłaniałem w gigantycznych porcjach wszystko, co złe. (…) Po roku opuściłem mury poprawczaka będąc innym człowiekiem – zdemoralizowanym do szpiku kości.”

Niemal natychmiast po poprawczaku trafia do więzienia. To już nie jest spirala, tylko równia pochyła, po której stacza się coraz bardziej, będąc zarazem przekonanym o wyjątkowości i wspaniałości swojego życia przepełnionego przestępstwami, narkotykami i alkoholem. Pisze: „Problem tkwi w tym, że człowiek, który porusza się w mętnej wodzie, nie widzi tego, co jest dalej. Widzi dookoła siebie tylko syf i brud, co utrzymuje go w przekonaniu, że tak jest wszędzie. A skoro tak jest wszędzie, to trzeba w tym syfie urządzić się najlepiej, jak się da.”

Autor jednoznacznie pokazuje, że słowo „urządzić” nie jest związane z życiem, ale z piciem. W pewnym momencie wszystko zaczyna być podporządkowane piciu. Nie ma żadnych świętości, żadnych zasad. Pisze: „Ten, kogo alkohol złamał raz, nie potrafi już kontrolować picia.” Człowiek jest zbyt słaby, aby móc się wyrwać. Potrzebuje pomocy większej niż może ją znaleźć na ziemi.

Gdzie byłby dzisiaj Paweł Cwynar gdyby nie Bóg? Czy żyłby jeszcze? A może odsiadywałby dożywocie za morderstwo lub inne ciężkie przestępstwo?

Szansa, jaką dostał, była początkiem żmudnej i wymagającej pracy nad sobą. „Musiałem nauczyć się życia od początku, stać się innym sobą na nowo. Musiałem być starym drzewem przesadzonym na nowy grunt odkupiony krwią Chrystusa, nie tylko po to, by przetrwać, ale po to, by rodzić nowe owoce.”

Książka ta może pomóc wielu ludziom. Jestem o tym przekonany. Jest ona napisana bardzo dobrym językiem. A co najważniejsze, jest szczera. Trzeba dziękować Bogu, że powołuje on do służby również byłych bandytów i alkoholików, bo do zapatrzonego w siłę i brutalność szesnastolatka nie dotrze żaden ksiądz, żaden nauczyciel czy rodzic, dotrze natomiast były gangster, który swoim życiem może zaświadczyć, że nie warto podążać jego drogą, gdyż jemu się udało wyrwać z bagna, ale większość jego byłych kolegów została w nim na zawsze.

Artur Żak

Paweł Cywnar, Picie w zachwycie, Wydawnictwo Bratni Zew, Kraków 2020

Udostępnij