Ta piękna, oparta na Słowie Bożym książka daje nam przydatne w życiu porady, jak strzec swego serca, aby w wolności od lęków mogło wychwalać Pana Jezusa. O książce Danuty Kamińskiej „Strzeż swego serca. Jak znaleźć pokój w niespokojnym świecie” – pisze Maria Patynowska.

Tytuł recenzowanej książki „Strzeż swego serca” (Prz 4, 23) jest cytatem z biblijnej Księgi Przysłów. Czym jest nasze serce? Na pewno nie chodzi o serce w sensie anatomicznym.  „Serce w Biblii rozumiane jest jako wnętrze człowieka, nie tylko siedlisko emocji, jak w naszym, potocznym rozumieniu, ale także jako sumienie i wola. Jest więc ono ściśle związane z podejmowaniem decyzji, z wyborem między dobrem a złem”. Książka „Strzeż swego serca” dotyczy kluczowych w naszym życiu wyborów. Próbuje odpowiedzieć na ważne pytania, między innymi: „Jak strzec swego serca?”, „Jak sprawić, że będzie w nim wewnętrzny pokój, pomimo trudności i wyzwań, jakie stają przed nami?”. „Jak zatroszczyć się o jego wewnętrzną siłę i jak nie pozwolić, by paraliżował je lęk?”. To niełatwe sprawy, przed którymi każdy z nas staje.

To co mnie najbardziej urzeka w tej książce, to oparcie jej na prostych, życiowych przykładach. Dowiadujemy się, że autorka jest matką pięciorga dzieci i żyje w szczęśliwym małżeństwie, które jednak, jak wszystkie rodziny, boryka się z różnymi problemami. To właśnie życiowa sytuacja staje się punktem wyjścia dla rozważań teologicznych, a poszukiwanie odpowiedzi zawsze znajdowane jest w Słowie Bożym. Są to piękne świadectwa szczerego serca, o takich mówi św. Paweł: „Chlubą bowiem jest dla nas świadectwo naszego sumienia, bo w prostocie serca i szczerości wobec Boga, a nie według mądrości doczesnej, lecz według łaski Bożej postępowaliśmy na tym świecie, szczególnie względem was (2 Kor 1, 12).

Autorka wskazuje, abyśmy nie kierowali się emocjami, ale Bożym Duchem, który działa w naszym wnętrzu, w naszym sercu.  W szczególności dotyczy to właściwej postawy wobec paraliżujących nas lęków. Najbardziej przemówiła do mnie historia matki, która miała tylko jedno dziecko i spędzała wiele czasu na wynajdywaniu potencjalnych niebezpieczeństw rzekomo czyhających na to dziecko. Tak bardzo się bała, że gotowa była wymyślać możliwe niebezpieczeństwa. Autorka opowiada, jak próbowała wyciągnąć tę kobietę z jej lęku. „Próbowałam dotrzeć do jej serca, opowiedzieć o tej cudownej przygodzie, jaką jest macierzyństwo i więź z niemowlęciem. O tym, jaka wdzięczność wobec Boga wypełnia mnie za każdym razem, gdy powierza w moje ręce kolejnego małego człowieka… Usłyszałam w odpowiedzi: „Opowiedz mi lepiej o czymś strasznym, jakiejś ciężkiej chorobie, szpitalu, wypadku!”. Zaskoczona, pytałam ją, po co. Odpowiedziała, że chce wszystko wiedzieć, by być na wszystko przygotowaną. Nie znalazłyśmy wspólnego języka. Ona była owładnięta lękiem.” 

Autorka nie stawia siebie w roli osoby tylko oceniającej, ale stara się zrozumieć serce: „Po części rozumiałam swoją rozmówczynię, ponieważ kiedyś jak ona przez długi czas myślałam, że karmienie obaw jest słuszne i roztropne. Potrafiłam godzinami rozmyślać na temat tego, co może się złego wydarzyć i jak się przed tym ustrzec. Obawiałam się, że coś złego stanie się dzieciom, mężowi, mnie i zakładałam, że moim obowiązkiem jest nie dopuścić do tego, działać zawczasu. Niepostrzeżenie wpuściłam lęk do mojego życia.” To właśnie wpuszczanie lęku do naszego życia niejednokrotnie jest powodem cierpienia.

„Braku serca” dotyczy następny przykład. „„Nie mam już do tego serca” – usłyszałam z ust kobiety, dla której praca była prawdziwą pasją. Rzeczywiście, od pewnego już czasu nie zauważaliśmy u niej tego charakterystycznego błysku w oku, tego entuzjazmu i zapału, jaki jej towarzyszył przez minione lata. Zbliżała się do przejścia na emeryturę. Odwołano ją z ważnego stanowiska, warunki jej pracy pogorszyły się. Nie miała już ochoty się starać.”. 

Widzimy po tych przykładach, jak zgubne może być w naszym życiu działanie owej „chęci” i „niechęci”. Ta chęć i niechęć może też oddziaływać na nasze życie modlitwy. Wierzący mówią: „Pomodlę się, mam dziś taki dobry nastrój do modlitwy!”. Następnego zaś dnia: „Dzisiaj się nie modlę, nie czuję już takiego zapału…”. Takie nastawienie nie da nam stałego życia modlitwy.

Piękne słowa tej książki dotyczą odpoczynku. Słowo Boże mówi nam , że „Bóg, stwarzając świat, w ostatnim dniu ODPOCZĄŁ. Oczywiście jest to pewien obraz, symbol, nie chodzi o dosłowną liczbę dni ani o wyjazd na urlop po skończonym zadaniu. Ale Słowo Boże pokazuje nam, że jest potrzebny wydzielony czas na odpoczynek. Każdemu jest potrzebny, zwłaszcza nam, niedoskonałym ludziom, kruchym i ułomnym.” Mówi nam o tym Słowo Boże „Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie (Ps 4, 9).” T słowo mówi też do mnie, bo nieraz tak absorbuje mnie jakaś lektura duchowa, albo recenzowanie, że zapominam o odpoczynku i nie widzę w nim Woli Bożej. Ta książka przypomina mi o właściwym miejscu, jaki powinien mieć odpoczynek w moim życiu. On jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania, także w życiu duchowym!

Maria Patynowska

Danuta Kamińska, Strzeż swego serca. Jak znaleźć pokój w niespokojnym świecie, Wydawnictwo Zacheusz, Cieszyn 2019

Udostępnij