Tytuł książki „Ojcze, nadeszła godzina. Michał i Zbigniew – męczennicy i błogosławieni, świadkowie Ewangelii. Świadectwo Berty Hernández Guerry o męczeńskiej śmierci bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego – franciszkanów z Pariacoto” – jest dość rozbudowany, ale dzięki temu doskonale wprowadza czytelnika w jej tematykę – przejmującą opowieść świadka ostatnich chwil życia błogosławionych polskich zakonników – Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego z Krakowskiej Prowincji Franciszkanów, zamordowanych na placówce misyjnej w Peru przez terrorystów z komunistycznej organizacji „Świetlisty Szlak”. Świadkiem tej ogromnej tragedii była autorka publikacji – siostra Berta Hernández Guerra, zakonnica ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusa, która na co dzień pomagała franciszkanom w ich pracy duszpasterskiej – pisze Maria Patynowska.

Wstęp do książki napisał brat Jan Hruszowiec OFM – promotor kultu męczenników z Pariacoto. Kiedy autorka przebywała w Polsce, miał zaszczyt być jej kierowcą i podczas „samochodowych” rozmów poznał dokładną wersję tragicznych wydarzeń z relacji bezpośredniego świadka. Jak zauważa: „Kluczem do świadectwa siostry Berty było nawiązywanie i porównywanie śmierci męczenników z Pariacoto do ewangelicznych scen od pojmania Jezusa aż do Jego śmierci”. W tej historii widzimy wiele odpowiedników ewangelicznych postaci: są apostołowie, są uczniowie, są faryzeusze, jest Piłat. A jakie miejsce zajmuje siostra Berta? Autor wstępu w jej relacji z Braćmi Męczennikami zauważa podobieństwo do biblijnej relacji św. Weroniki z Jezusem. Jej zetknięcie się z drogą krzyżową męczenników jest chwilowe, podobnie jak na chwilę św. Weronika podchodzi do Jezusa, aby otrzeć Jego twarz.

Zasadniczą częścią tej czterdziestostronicowej książeczki jest bardzo ciekawy kompozycyjnie tekst, zatytułowany „Droga krzyżowa franciszkańskich męczenników”, w którym historia męczenników przeplata się z fragmentami Ewangelii, pozwalając zauważyć pewne analogie. Na przykład partia tekstu opowiadająca o aresztowaniu braci rozpoczyna się cytatem z Ewangelii „Przybyli z latarniami i bronią… (J 18,3b)”.

Wzruszające są fragmenty świadczące o heroicznej postawie siostry Berty: „W momencie, kiedy terroryści zapytali o ojców, nabrałam odwagi – teraz wiem, że otrzymałam ją od Boga. Spytałam ich, czego sobie życzą. Jeden z nich tonem rozkazującym odpowiedział: ‘Już kazaliśmy wezwać ojców’ (rzeczywiście, jeden z młodych mężczyzn, który stał w przejściu, poszedł po nich). Nalegałam i pytałam, o co im chodzi, czego szukają? Powiedziałam, że jeśli czegoś oczekują od prezydenta, to niech napiszą list, a my postaramy się go dostarczyć za pośrednictwem biskupa. ’Proszę, możemy porozmawiać’ – błagałam, jednak oni zupełnie mnie nie słuchali. Uporczywie kierowali swój wzrok ku wnętrzu posesji”.I w tym momencie autorzy tekstu zmów wtrącają cytat z Ewangelii, nawiązujący treścią do biblijnego aresztowania: „Kogo szukacie?… Skoro więc mnie szukacie, pozwólcie im odejść” (J 18,4.8).

Kiedy męczennicy bez słów sprzeciwu poddali się aresztowi, aby ocalić życie seminarzystów, siostra Berta ponownie zdobyła się na odwagę: „Czemu ich wiążecie?!” – zapytała. W innym miejscu wspomina: „Skierowali więc broń w kierunku ojca Zbigniewa i kazali mu iść do pokoju. W obawie o jego los poszłam za nim”. Naprawdę wzruszająca jest troska zakonnicy, z narażeniem własnego życia! „Siostra Berta, w sposób niewidoczny dla oprawców, trudny do wyjaśnienia, ‘wślizgnęła się’ do samochodu, którym byli wywożeni Zbigniew i Michał. Mimo, iż pod koniec drogi została dostrzeżona przez terrorystów, ku ich zdziwieniu, ‘skąd się tutaj wzięła’, i wyrzucona z auta, stała się świadkiem najważniejszych, ostatnich chwil życia misjonarzy. Próbowała wezwać pomoc, niestety na nic się to nie zdało. „zostali zastrzeleni, a na jednym z nich położono kartkę z napisem: ‘Tak umierają lizusy imperializmu’. Napis sporządzono pisakiem na splamionym krwią kawałku kartonu”. Tragedia rozegrała się 9 sierpnia 1991 roku.

Tchnące grozą dialogi są przerażające, ale jednocześnie doskonale ukazują jak głębokie może być skrzywienie terrorysty owładniętego kłamliwą ideologią. „Drugi senderysta usiadł za kierownicą i zaczął nam ubliżać, wyzywać ojców i mnie. ‘Nie wstyd wam za to, co robicie?’ – krzyczał. ‘Jaki wstyd?’ – zapytałam. ‘Za oszukiwanie ludu, za poniżanie go poprzez rozdawanie żywności z Caritasu. To przecież jankesi, imperialiści. Wy z nich jesteście, potężni imperialiści!’ – wykrzyczał. Ojciec Michał odrzekł mu, że żywność przecież rozdaje się z powodu wielkiego głodu i suszy, która nęka okolicę. Terrorysta powtarzał jednak, że wszystko, co robimy, ma na celu uwieść naród; że nasza Biblia nie jest Księgą prawdy, bo ta zawarta jest w dziele Marksa, tam jest dialektyka; że nasza religia jest jak opium i prowadzi do uśpienia ludu”.

Pamiętam z lekcji historii określenie, że religia jest rzekomo ‘opium dla ludu’, ale jego zastosowanie widzę po raz pierwszy. Obłuda terrorystów szybko wychodzi na jaw. Oni wcale nie bronią ludu i są w stanie zabić niewinne ubogie dzieci burząc dom. „Ten, który nam zarzucał oszukiwanie ludu, podjął decyzję: „Na co czekacie?! Zburzcie chałupę, przewróćcie ją!”. Wtrąciłam się: „Jeśli mówicie, że bronicie ubogich, to dlaczego chcecie to uczynić? A jeśli tam są dzieci?”. „Psy trzeba pozabijać!” – usłyszałam”.

To czysty absurd, że ci marksiści próbują pouczać franciszkanów, także pod względem teologicznym, drwiąc, jakoby nie potrzebne im były samochody (które właśnie franciszkanom kradli), bo Jezus obywał się bez nich. „Tłumaczyliśmy, że te pojazdy służą do posługi ludziom, że jeśli stąd wyjeżdżamy, to one pozostają. Na poparcie tego opowiedziałam o wydarzeniu z poprzedniego dnia, gdy mieliśmy rannego człowieka i uratowaliśmy go dzięki pojazdowi, który go szybko dowiózł do szpitala. Oni zaś przytoczyli nowy argument: że Pan Jezus pomagał bez samochodów. Ojciec Zbigniew odparł na to: „Przyjacielu, On się posługiwał osiołkiem. To był środek transportu Jego czasu”. Jak widać „dialog” z niewierzącymi był trudny, choć franciszkanie się starali.

Siostra Berta nie jest literatką, a jedynie prostą zakonnicą, która nigdy nie zamierzała pisać książek. Jednak, jak wyznaje, tę książkę napisać musiała, gdyż nosi w sobie poczucie odpowiedzialności świadka wydarzeń, które poprzedziły śmierć polskich męczenników. Na temat ich wiary zakonnica wypowiada się z wielkim uznaniem: „Muszę podkreślić, że swoje powołanie misyjne przeżywali z taką głębią, iż mając do wyboru powrót do Polski ze względu na ryzyko pobytu w Pariacoto, zdecydowali się pozostać na służbie”. Tę dobrowolność ofiary ojców podkreślają także inne świadectwa. „Jakkolwiek wydawałoby się to niedorzecznością, czuję się uprzywilejowana i wdzięczna Bogu za dar, który od Niego otrzymałam – że byłam przy ojcach w chwili ich męczeństwa i poświęcenia się Bogu. Świadectwo, jakie dali w obliczu terrorystów, było przejrzyste. O nic ich nie prosili, niczego im nie wyrzucali. Wykazali moc dzielności. Czuli w sobie pełnię Ducha Jezusa Chrystusa. To było źródło ich mocy”. Takimi oto pięknymi słowami siostra podsumowuje swoje świadectwo o męczeństwie polskich zakonników.

Maria Pytanowska

Berta Hernández Guerra, Ojcze, nadeszła godzina. Michał i Zbigniew – męczennicy i błogosławieni, świadkowie Ewangelii. Świadectwo Berty Hernández Guerry o męczeńskiej śmierci bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego – franciszkanów z Pariacoto, Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2019.

Udostępnij