„Wyjście ze strefy komfortu wiąże się z konkretnymi krokami, które trzeba podjąć, a które są opisane na kartach Pisma Świętego. Pierwszym krokiem jest samo ‘wezwanie rozsądku’, oraz ‘donośne przywołanie roztropności’ abyśmy się stali ludźmi bogobojnymi. Kiedy już podejmiemy decyzję, by nasze życie przeniknął Bóg i podejmiemy głęboką pokutę, wówczas na horyzoncie pojawi się kolejny priorytet. Szczęście człowieka polega na kontemplowaniu Boga”. Tak naszą drogę do Nieokiełznanego Boga opisuje współczesny niemiecki teolog katolicki Johannes Hartl. I dalej kontynuuje, że „kolejny krok osobistego exodusu to zwrócenie się ku Bogu w modlitwie. Proś o roztropność, wejdź w dialog z Bogiem.” O książce Johannesa Hartla „Bóg nieokiełznany. Jak opuścić strefę duchowego komfortu” – pisze Maria Patynowska.

Johannes Hartl jest założycielem Domu Modlitwy w Augsburgu w Niemczech, w którym od 2011 roku trwa nieustanna modlitwa, dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Autor opisuje to miejsce nie jako kościół, ale jako budynek w którym niegdyś znajdowało się centrum Fitness. Zastanawia mnie, dlaczego ludzie to robią? Dlaczego organizują takie miejsca, w których nieustannie wychwalają Boga? Nawet ja mam problemy ze zrozumieniem celowości takiego postępowania, chociaż wychowałam się od urodzenia w rodzinie katolickiej, a co dopiero rodacy Johannesa, którzy najczęściej w Boga nie wierzą, albo co najwyżej traktują Go jako element tradycji.

Autor książki wielokrotnie przytacza obrazy z własnego życia. Jest w tym pewne naśladowanie Jezusa, który również przemawiał za pomocą przypowieści. Tyle że przypowieści Hartla są współczesne i dotyczą takich spraw jak podróże, jachty, samoloty czy górskie wyprawy. Na początku i na końcu książki autor porównuje obraz Nieokiełznanego Boga do morza: „Kocham i boję się Boga tak jak morza. Podziwiam Go podobnie jak morze. Od wczesnej młodości podziwiałem wielkość Boga, ale mój podziw wzrastał, podobnie jak w przypadku morza. Od zadziwienia zaś zaczyna się filozofia. Wiedzieli o tym już Platon i Arystoteles. Od zadziwienia zaczyna się też modlitwa, bo kiedy się modlimy, Bóg jawi się nam z czasem jako coraz większy i potężniejszy”.

Ląd zaś porównuje do strefy duchowego komfortu, w której poruszamy się klimatyzowanymi samochodami po wygodnych autostradach w sposób przewidywalny. Jednak „każda droga, jeżeli pojedziemy nią odpowiednio długo, skończy się przy oceanie. Nie jesteśmy w stanie przed nim uciec. Podobnie nie uciekniemy przed Bogiem. To niemożliwe. Możesz spokojnie odłożyć telefon, Boga nie da się przekupić. On jest prawdziwy i ma w sobie niebezpieczną siłę. On jest nieokiełznany”.

O potędze morza Johannes przekonał się będąc na wycieczce na półwyspie Atos w Grecji, gdzie prawosławni mnisi trwają na nieustannej modlitwie. Kiedy nadszedł czas wyjazdu, morze rozszalało się i uniemożliwiło jemu i grupie turystów opuszczenie wyspy. Zmartwieni telefonowali do różnych instytucji, ale odpowiedź była wciąż taka sama, że nie wydostaną się, dopóki morze się nie uspokoi i jedyne co mogą w tej sytuacji zrobić, to cierpliwie czekać na wolę Bożą.

Na czym zatem polega według Johannesa Hartla to „wezwanie rozsądku”, które ma być pierwszym krokiem? Czy jest to przywołanie rozumu, na który często powołują się ateiści, usiłując dowieść, że Boga nie ma, jak w piosence „świat realny jest poznawalny?” Nie, wręcz przeciwnie, ludzie rozsądni są wierzący, na co wskazują nam słowa psalmisty „Rzekł głupi w sercu swoim – Nie ma Boga”. A oto tok rozumowania Hartla. Jak przystało na naukowca na początku przyznaje: „To prawda – technicznemu rozumowi zawdzięczamy niezwykle dużo”, ale dalej kontynuuje już językiem wiary: „Nie jest on jednak wszystkim. Nawet nie dotyka najważniejszej i najgłębszej rzeczywistości ludzkiego życia. Człowiek bowiem wie, co znaczy zakochać się lub w jaki sposób doświadcza się silnego bólu. Żadnego z tych stanów nie sposób w pełni oddać słowami i ograniczyć do naukowego opisu”. Tymczasem wielu z nas, o ile porusza się w wyżej wspomnianej strefie komfortu, podróżowania po bezpiecznym lądzie, żyje w strefie gloryfikowania rozumu, nie biorąc pod uwagę, że prędzej czy później natrafią na jakieś „nieokiełznane” morze, obrazujące „nieokiełznanego” Boga. Wówczas będziemy faktami przymuszony do uznania, że jest coś nad czym rozum nie panuje, nazwie Boga „Wielkim”.

Groza pychy tchnie z cytowanego w książce manifestu Hegla inaugurującego rok akademicki na uniwersytecie w Berlinie: „Człowiek powinien otoczyć chwałą samego siebie i siebie postrzegać jako najbardziej godny byt. Nie jesteśmy w stanie w naszym umyśle przecenić wielkości i potęgi rozumu. To co pozostaje ukrytą istotą wszechświata, nie ma samo w sobie mocy, by sprzeciwić się odwadze poznania. Owa istota musi się otworzyć, ukazać mu [rozumowi] całe swoje bogactwo i głębię i oddać mu je do dyspozycji”. Chociaż już tyle czasu upłynęło od tego manifestu, my ludzie nawet w pełni nie zdołaliśmy poznać, co kryją w sobie głębiny morza. Sami naukowcy niebawem zaczęli głosić, że w ludzkiej psychice wiele czynników jest nieokiełznanych, co już o wiele wcześniej przeczuwał Freud.

„Czas wyruszyć. Czas na nasz osobisty exodus, lecz także exodus dla Kościoła, tu na zachodzie. Jeśli my indywidualnie i jako Kościół mamy nie utracić swojej wiarygodności, oraz siły, a może przede wszystkim ją zdobyć, musi zmienić się coś bardzo fundamentalnego – coś, co nierozerwalnie łączy się z bojaźnią Bożą i oddaniem Bogu chwały”.

Maria Patynowska

Johannes Hartl, Bóg nieokiełznany. Jak opuścić strefę duchowego komfortu, tł. Maciej Małaj, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2019.

Udostępnij