Tak jak autor Księgi Barucha i jemu współcześni – stajemy wobec niedostępnego  Przybytku. Nieważne czy spalonego czy tylko zamkniętego. Tu nie chodzi o stan fizyczny, ale o fakt ustania publicznego kultu. Jak mamy sobie z tym radzić? Czy naprawdę jesteśmy skazani na postępującą „prywatyzację”, na „deliturgizację” Kościoła, wiary i życia duchowego? – pisze Juliusz Gałkowski.

Ciężkie czasy stawiają przed nami wyzwania i wymagania, ale bywają także pomocą. Na przykład, potrafią wymusić na nas lekturę, która niekoniecznie daje wprost odpowiedzi na trapiące nas pytania, a już na pewno nie taką, która daje odpowiedzi krótkie i proste (co – wbrew częstej opinii – nie jest tożsame z „tak, tak – nie, nie”). Zdarza się, a najczęściej dzieje się to w trudnych chwilach, gdy odkrywamy w sobie potrzebę lektury jako ćwiczenia duchowego.

Z pełną  premedytacją odwołuję się do terminu nierozerwalnie splecionego z postacią św. Ignacego Loyoli, chociaż nie chodzi mi o te konkretne metody, które wypracował założyciel Jezuitów. Dla pełnej jasności przywołam jednak w tym miejscu podaną przez niego definicję:

„Pod tą nazwą Ćwiczenia duchowne rozumiemy każdy rachunek sumienia, rozmyślanie, kontemplację, modlitwę ustną i myślną oraz wszystkie inne czynności duchowe – stosownie do tego, co niżej powiemy. Bo jak przechadzanie się, chodzenie i bieganie – to ćwiczenia cielesne, tak ćwiczenia duchowne to przygotowywanie i usposobienie duszy po to, żeby się pozbyć nieuporządkowanych przywiązań, a gdy się ich już pozbędziemy, żeby szukać woli Bożej i odnajdywać ją w ułożeniu własnego życia tak, by zbawić duszę.”

I warto w tym miejscu zauważyć, że ów duchowy trening pomoże nam w rozeznaniu jednego z większych obecnych problemów.  Zadajemy bowiem sobie często pytanie, co naprawdę stanowi owa „trudność” obecnych czasów? Czy jest nim samo zagrożenie, jakie niesie epidemia? A może jest nim fala rozchwianych emocji i strachu? Czy fakt, że czasy są trudne, wynika tylko z „zewnętrznych, obiektywnych trudności”, czy też dokładamy do tego ciężaru także bagaż naszego wewnętrznego nieuporządkowania? A może nawet się okazać, że więcej utrapienia  wynika właśnie z naszego wnętrza niż otaczającego nas świata.

Doskonałą lekturą na taki czas jest księga proroka Barucha. Księga po którą warto sięgnąć także z innego powodu. Jak bowiem zauważył prof. Michał Wojciechowski, tłumacz i autor znamienitego komentarza*:

„Wielu posiadaczy egzemplarza Pisma Świętego może nawet nie spostrzegła tego niedługiego utworu, umieszczanego po Księdze Jeremiasza i Lamentacjach.”

Ale obecny czas, czas zamykania kościołów i zamknięcia się ludzi na siebie nawzajem, jest doskonałym momentem, aby przypomnieć sobie, lub po prostu uświadomić sobie, istnienie tej naprawdę natchnionej księgi.  Dlaczego ona i dlaczego teraz? Pozwolę sobie ponownie odwołać do słów Michała Wojciechowskiego:

„Tematyka księgi obejmuje zasadniczo dwa zagadnienia: stosunek Izraela do Boga i do obcych ludów. Obie te relacje były trudne, czego nie maskuje wzniosły język. W sytuacji wygnania Izraelici odkrywają, ze grzesząc, zerwali z Bogiem i zasłużyli na karę. Skłania to do pokuty. Od niej przejść można do nadziei zbawienia.

Wobec obcych stosunek jest zróżnicowany, inny w sferze polityki i religii. Wobec klęski i rozproszenia jedyną możliwością polityczną staje się lojalne ubieganie o względy władców Babilonii. Jednocześnie trzeba trwać przy Bogu jedynym, odrzucając stanowczo i wzgardliwie pogańskie bałwochwalstwo.”

Tematyka grzechu  i kary Bożej, powróciła do nas w tych dniach ze wzmożoną siłą. Jedni wykazują listy naszych przewinień i twierdzą, że pojawienie się wirusa  SARS-CoV-2 było oczywiste jak tabliczka mnożenia. Inni, z kolei odrzucają takie twierdzenia w przekonaniu, że świadczą o prymitywizmie je głoszących. Duch współczesności każe odsuwać jak najdalej od siebie rozważania o każe Bożej.

Jakże nienowoczesne i obskuranckie… te myśli o Bogu, surowym sędzi, który zsyła na nas epidemię. Bo za cóż by miał nas karać? Zresztą każdy (?) wie skąd biorą się zarazki i wirusy. Że sama natura, nie potrzebując Boga, każe nas za ekologiczne grzechy. Ale przecież gdzieś w skrytości ducha większość z nas czuje (jeżeli nie wierzy), że Bóg jest Sędzią i Panem i że losy całego świata są w Jego ręku.  Ten Który Jest, nie jest wielkim geopolitykiem, nie zwracającym uwagi na losy jednostek, przeciwnie, on patrzy w twarz każdego z nas. Ale zapominamy także, że relacje ze Stwórcą nie są tylko sprawą indywidualną. Starotestamentalna nauka o Narodzie Wybranym uczy nas także wspólnotowego odniesienia do Boga.

A nasza wiara (nieważne czy gorąca, czy słaba i chwiejna) konfrontuje nas z niechęcią, lub przynajmniej obojętnością,  innych. Jakie są nasze powinności wobec nich? Na ile możemy i powinniśmy ustąpić. Na ile winniśmy posłuszeństwo naszej Ojczyźnie, chociaż czasami zastanawiamy się, czy rządzący jednak nie mylą się, narzucając ograniczenia w naszym życiu religijnym? Nie sami rządzący zresztą, o wiele mocniej dobiega do nas duża dawka niechęci od dyżurnych wrogów Kościoła. Są tacy, co mówią, że świątynie powinny być zamknięte jak siłownie czy kina i teatry.

A my – tak jak autor Księgi Barucha i jemu współcześni – stajemy wobec niedostępnego  Przybytku. Nieważne czy spalonego czy tylko zamkniętego. Tu nie chodzi o stan fizyczny, ale o fakt ustania publicznego kultu. Jak mamy sobie z tym radzić? Czy naprawdę jesteśmy skazani na postępującą „prywatyzację”, na „deliturgizację” Kościoła, wiary i życia duchowego?

Ale nie ukrywajmy faktu – i tutaj powraca kwestia grzechu i kary – iż owo zamknięcie uświadomiło nam fakt, że gdy dostęp do owego skarbu, czyli świątyni,  był łatwy, to wielu z nas ważyło go lekce. Statystyki domincantes i communicantes wiele nam mówią. Nasza sytuacja, wiernych pozbawionych przybytku, staje się zatem – jakże dobrze znaną z ksiąg Biblii – lekcją. Jak z niej skorzystamy?

Lektura księgi przyjaciela i sekretarza proroka Jeremiasza, wprowadza nas do tych niełatwych zagadnień. Nieważne ile stuleci temu została ona napisana. Dlatego z powyższymi pytaniami poszedłem do Księgi Barucha. Tekstu, z wielu powodów, trudnego… 

Juliusz Gałkowski

Ciąg dalszy nastąpi

*Księga Barucha, Wstęp, przekład z oryginału, komentarz, Michał Wojciechowski, Edycja świętego Pawła, Częstochowa 2016

Udostępnij