Kiedy po raz pierwszy ujrzałam tę książkę, poczułam się lekko zdezorientowana. Z okładki patrzyła mi prosto w oczy ładna młoda kobieta o typie urody raczej współczesnym. I właściwie nie byłoby w tym niczego dziwnego, bo przecież z okładek książek często ktoś na nas spogląda, gdyby nie tytuł: MARYJA. Tak, tak, nie Maria, tylko właśnie Maryja. O książce Antonio Bello „Maryja. Kobieta naszych czasów” – pisze Joanna Skrzypnik.

Zdumiona i zaintrygowana, prawdę powiedziawszy bardziej z ciekawości niż z potrzeby, zatopiłam się w lekturze. Nie podejrzewałam, jak bardzo wpłynie ona na moje postrzeganie Matki Bożej. Jak wiele zrodzi nowych przemyśleń, z których każde, z magnetyczną siłą będzie mnie ku Niej przyciągało.

To wszystko jest wielką zasługą natchnionego autora. Biskup Antonio Bello – człowiek obdarzony niezwykłą wrażliwością, był do granic ludzkich możliwości zakochany w Maryi. I miłości tej nieogarnionej nie zamierzał zatrzymywać tylko dla siebie, lecz pragnął nią zarazić cały świat. Nawet umierając przedwcześnie w wieku pięćdziesięciu kilku lat trwał wpatrzony w wizerunek Matki. Opinia o jego świętości przyczyniła się do otwarcia w 2007 roku procesu beatyfikacyjnego.

Jeśli miałabym pokusić się o jej kilkuzdaniowe streszczenie, to nazwałabym ją nieustannym zachwytem nad pięknem Maryi. Pięknem, które daleko wykracza poza wymiar stricte fizyczny i które jak magnez przyciąga do Matki wszystkie ziemskie dzieci.

W drugiej części każdego rozdziału zachwyt ten spontanicznie ewoluuje w subtelną i pełną czułości maryjną modlitwę. Wsłuchajmy się we fragment jednej z nich, który doskonale wprowadzi nas w klimat książki: „Spraw, abyśmy czuli, że jesteś blisko naszych problemów – nie jak Pani, która przychodzi z daleka, aby rozwiązać je siłą swej łaski, lecz jak Kobieta, która na własnej skórze odczuwa te same problemy, która zna ich niewysłowioną dramatyczność i cierpienia, jakie powodują” (s. 185).

Każdy z trzydziestu jeden rozdziałów stanowi odrębną poetycką refleksję o najcudowniejszej kobiecie świata, kreśloną z czułością tak delikatną, że na wskroś czytelnika porusza. Z tych myśli wyłania się przedziwny obraz Maryi – kobiety nie tylko prawdziwej, ale i współczesnej. Przecież: „Ona również, tak jak inne dziewczęta, posmakowała radości spotkań, oczekiwania świąt, zadowolenia z nowego ubrania, dojrzewania przyjaźni, upojenia tańcem i pokus niewinnych komplementów” (s. 36). Idąc za tropem myśli autora, kartka za kartką odczuwamy coraz to większą bliskość Bożej Rodzicielki. Już nie trudno się z Nią utożsamić, gdyż przymioty, którymi obdarza Ją autor są do cna kobiece, ponadczasowe i swojskie.

Takie spojrzenie na Maryję, jest w pewnym sensie mocno innowacyjne, gdyż z reguły mało kto myśli o Maryi jako o kobiecie zwyczajnej i prawdziwej, takiej, która swojego czasu była  dziewczyną z krwi i kości, mającą swoje sny i marzenia, tęskniącą, aby ktoś pokochał ją nad życie. Nie myślimy o niej jako o kobiecie ciężarnej, która, jak miliony kobiet na przestrzeni dziejów, znosiła wiele trudów i niedogodności zanim wydała na świat swe pierworodne dziecię – Boże dziecię. Kobiecie, której nie obce były odczucia, jakie przeżywają wszystkie kobiety w stanie błogosławionym: „Co będzie z Owocem jeszcze niedojrzałym, który nosi pod sercem?  Czy ludzie będą go kochać? Czy będzie zadowolony z życia na ziemi?” (s. 43). A później, już po porodzie, zapewne odczuwała to jedyne i niepowtarzalne matczyne drżenie serca, kiedy odwiedzające ją kobiety z Nazaretu mówiły: „Podobny jest do swojej Matki” (s. 44).

Ewangelie nie pomagają nam w dokładnym odtworzeniu wizerunku Maryi, gdyż, jak wiemy, odezwała się w nich zaledwie cztery razy. Biskup Bello każdym swym słowem dąży do Jej urealnienia. Delikatnie stąpając po świecie kobiecych odczuć z powodzeniem odtwarza Jej duchową i psychologiczną osobowość.

Chociaż nad wyraz odważna, też czasami, tak zwyczajnie po ludzku była zalękniona: że nie da rady, że nie poradzi sobie z ludzką złośliwością… A później zapewne drżała pełna obaw i niepokoju o los Syna i o zdrowie Józefa, o zwyczajną ludzką codzienność.

Jeśli w ten sposób popatrzymy na Matkę Boską, to poczujemy z całą mocą, jak bardzo jest nam bliska i swojska: jak sąsiadka, przyjaciółka czy matka.

Ciekawym posunięciem autora jest obdarowywanie Maryi wieloma oryginalnymi przydomkami, które jednocześnie są tytułami kolejnych rozdziałów. Tak więc na kartach tej książki spotkamy Maryję: zwyczajną, niepompatyczną, zakochaną, brzemienną, elegancką, umiejącą tańczyć, posłuszną. Kobietę pierwszego kroku, pierwszego spojrzenia i ostatniej godziny.

Biskup Bello wychodzi czasami poza ogólnie przyjęte schematy, w których wielowiekowa duchowość i tradycja umiejscowiły Maryję. Zapewne dla niektórych jego oryginalne hipotezy, zwłaszcza te mające swoje źródło w apokryfach, będą wydawały się dość kontrowersyjne, ale jemu przyświeca tylko jeden cel: abyśmy bardziej zrozumieli i pokochali Maryję. Abyśmy poczuli Jej bliskość i potraktowali Ją jako wzór do naśladowania. Żebyśmy spojrzeli na Matkę Bożą nie jak na piękną panią ze świętego obrazka, ale jak na dziewczynę, na kobietę i przede wszystkim jak na dobrą matkę. I to nie tylko jak na Matkę Syna Bożego, żyjącą dwa tysiące lat temu, ale jak na matkę każdego człowieka, niezależnie od czasów w których przyszło mu żyć. „Święta Maryjo, Kobieto naszych czasów, wyzwól nas od niebezpiecznego myślenia, że Twoje doświadczenia duchowe sprzed dwóch tysięcy lat nie są już dziś dla nas aktualne – dla nas, dzieci cywilizacji, która nazywa siebie postmodernistyczną (…) i post-nie-wiem-co-jeszcze, a przez to również jako postchrześcijańską” (s. 195).

Otwórz tę książkę, drogi Czytelniku, a poznasz Maryję bliską jak nigdy dotąd, ponad wszystko kochaną i kochającą. Jest wielce prawdopodobne, że nie będziesz już musiał szukać niepewnych idoli. Zobaczysz, że „supergwiazda” jest tak blisko… jest tuż obok ciebie.

Joanna Skrzypnik

Antonio Bello, Maryja. Kobieta naszych czasów, tł. Władysława Zasiura, Wydawnictwo SUMUS, Zielonka 2019.

Udostępnij