Debiutancka powieść Sylwi Kubik zaprasza czytelnika do pełnej uroku powiślańskiej wsi. Kunszt językowy autorki, nota bene z zawodu polonistki, oraz jej bardzo realistyczne opisy przyjaznej wiejskiej okolicy urzekły mnie już od pierwszych stronic, sprawiając, że pod niebem Brzozówki poczułam się jak u siebie w domu. Dookoła pachniało naturą i jeszcze czymś takim nieokreślonym i swojskim, czego mieszkańcy miasta już nie znają. „Ci, którzy tu mieszkają to prawdziwi szczęściarze” – pomyślałam i nie mogłam doczekać się chwili, kiedy ich poznam. Z prawdziwą przyjemnością odwracałam kolejne kartki. O książce Sylwii Kubik „Pod naszym niebem” – pisze Joanna Skrzypnik.

Najpierw pojawiła się Karolina, mama dwóch fantastycznych dziewczynek. Młodsza – Gabrysia od razu skradła moje serce. Urocza malutka gaduła, której buzia zamyka się tylko na czas snu, jest jak na swój wiek niesłychanie rozgarnięta. Nikt by nie pomyślał, że w jej krótkim życiu tak wiele się już wydarzyło i że jej przyszłość wcale nie była taka oczywista. Jednak wielka wola życia przedwcześnie urodzonego dziecka oraz determinacja rodziców dyktowana miłością dokonały cudu.

Karolina nie ma zbyt dużo wolnego czasu, bo oprócz tego, że jest etatową mamą, pracuje jako nauczycielka języka polskiego w pobliskim miasteczku oraz udziela się jako radna. „Skąd czerpie na to wszystko siły?” – zastanawiałam się od pierwszych książkowych stronic. A jeszcze na dodatek jest zawsze taka pogodna i skora do pomocy. Zaszufladkowałam ją więc jako chodzący ideał kobiety.

Karolina zapozna cię niewątpliwie ze swoimi przyjaciółkami: z sąsiadką Hanią i z sołtyską Krysią. Hania jest perfekcyjną panią domu oraz niezwykle ciepłą i ugodową kobietą, a jako matka dwójki dorastających dzieci spisuje się wprost na medal. Każdy rodzic nastoletniego dziecka wie doskonale, że łatwo nie jest. Dom Hani wyjątku nie stanowi. A Krysia? No cóż. Ona uwielbia rządzić i zawsze mieć rację. W końcu nie bez powodu piastuje urząd sołtyski!

W Brzozówce mieszka też powieściowy czarny charakter – świeżo napływowy doktor Maciej. Nie dość, że swoim oschłym sposobem bycia skutecznie odstrasza miejscowych, to na dodatek jego pomysły stawiają w stan alarmu całą wiejską społeczność! Jednak, jak wiesz, wszystko ma swoje drugie dno. I w tym wypadku też nadejdzie czas, kiedy poznasz przyczyny postępowania konfliktowego doktora.

Kiedy po raz pierwszy spotkałam cmentarną kobietę ogarną mnie dreszcz niepokoju, a powieść zabrzmiała cenną nutą tajemniczości. Kreując tę postać autorka przerzuciła most pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Przechodząc na drugą stronę czytelnik wkracza do jeszcze innego świata, w rzeczywistość, która przeminęła, ale której echa wciąż drgają w powietrzu. Jak się przekonamy, dramat ludzi poranionych przez historyczne zawieruchy wcale nie zakończył się wraz z ich ustaniem. On nadal trwa.

Akcja powieści płynie sobie spokojnie i żadne burzliwe zwroty jej nie zakłócają. Dla niektórych może to być problem, ale według mnie to właśnie ten spokój i pozorna monotonia są dużym atutem książki. Doskonale oddają atmosferę idyllicznego wiejskiego życia, dalekiego od współczesnego pędu nie wiadomo za czym oraz od pławienia się w szczelnie zamkniętych skorupach egoizmu.

To takie niemodne i nie na czasie – powie amator thrillerów, które obecnie przeżywają swój renesans. No tak, jeśli ktoś poszukuje w literaturze ciągłego napięcia, błyskawicznych zwrotów akcji i dużej dawki przemocy, to rzeczywiście pod niebem Brzozówki będzie się nudził. Ale może warto ograniczyć nieco nadmiar bodźców i dać się pochłonąć wiejskiemu spokojowi?

Zapatrując się na życie bohaterów, czytelnik uświadamia sobie, że wcale nie trzeba ciągle gdzieś gnać, żeby być szczęśliwym. I wcale nie trzeba traktować sąsiada jak nieznajomego, ani wkładać między bajki Boga, aby być nowoczesnym. Życie Brzozówki nie poddaje się chwilowym modom, zmieniają się pokolenia, a ono spokojnie trwa.

Mieszkańcy idą trochę pod prąd względem nasilających się w naszych czasach postreligijnych tendencji. Wciąż podtrzymują stare tradycje, przekazywane z dziada pradziada. Nie wstydzą się swojej wiary, modląc się i ufając, że każde dobro, które ich spotyka, pochodzi od Boga. Na tej wsi ksiądz nadal jest autorytetem, co mieszkańcy chętnie wykorzystują, udając się do niego po porady w ważnych sprawach. Zresztą trzeba przyznać, że brzozówkowy proboszcz jest naprawdę wyjątkowy. Skromny i pomocny, nie odstający z racji swojego urzędu od wspólnoty, lecz angażujący się w jej sprawy na równi z innymi mieszkańcami.

Z żalem zamykam książkę. Oj, dobrze mi było na tej powiślańskiej wsi i prawdę mówiąc wcale nie mam ochoty wracać pod mój wielkomiejski, pozbawiony gwiazd, kawałek nieba. Dziękuję autorce za gościnę na jej miejscu na ziemi.

I jeszcze pewna refleksja na zakończenie. Książka od początku wydawała mi się tak bardzo wiarygodna, a postaci tak prawdziwe, że nurtowało mnie pytanie, czy inspiracją do niej nie było codzienne życie autorki. Po części miałam rację, ale resztę, drogi Czytelniku, musisz odkryć sam.

Joanna Skrzypnik

Sylwia Kubik , Pod naszym niebem, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2019.

Udostępnij