Czym jest spojrzenie Boga? Czy jest w nim potępienie czy miłość? Czy kulimy się ze strachu czując na sobie Jego wzrok, czy raczej podnosimy radośnie głowę w Jego błogosławieństwie? Obawiam się, że postawa strachu przeważa. Pamiętam lekcje religii w połowie lat osiemdziesiątych, kiedy ksiądz grożąc palcem powtarzał: „Bóg wszystko widzi i jeśli nie będziecie grzeczni, to będzie się na was gniewał!” Ojciec Andrzej Zając OFM w książce „Lubię, jak na mnie patrzysz” podejmuje próbę zrozumienia istoty Bożego spojrzenia i przypomina, że tak jak patrzę na człowieka, tak patrzę na Boga – pisze Artur Żak.

Boże spojrzenie przemienia. Jest jednak jeden warunek: nasz ludzki wzrok musi spotkać się ze wzrokiem Boga. Jeśli odwrócimy się plecami, zamkniemy oczy lub nie odważymy się odwzajemnić Bożego spojrzenia, nie dostrzeżemy, że jest to spojrzenie bez osądu, pretensji, urazy, że Ono pociąga i przemienia od środka. Ojciec Andrzej Zając stawia tezę, że od tego momentu rozpoczyna się doświadczenie wiary.

Jest to bardzo ciekawa intuicja. Autor idzie jednak krok dalej i dopowiada: to w Bożym spojrzeniu odkrywamy prawdę o sobie. Tę prawdę odkrywa Zacheusz, kiedy siedząc na drzewie dostrzega wzrok Jezusa, który mówi, że dziś chce zatrzymać się w jego domu (Łk 19,25). Tę prawdę odkrywa oskarżona kobieta, kiedy jej wzrok spotyka się ze wzrokiem Jezusa i słyszy skierowane do niej słowa: „Kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie potępił? – Nikt, Panie! – I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,10-11). Tę prawdę odkrywa też Piotr, kiedy wzrok Jezusa uświadamia mu zdradę: „Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Łk 22,62).

Nie odkrywa jej jednak bogaty młodzieniec. Autor sugeruje, że stało się tak z powodu jego zbyt szybkiego odejścia: „Czasami człowiek odchodzi za szybko. Odchodzi, bo nie wie, co zrobić, bo odrzuca bez namysłu słowo Jezusa, bo nie wierzy, że On może go przeprowadzić przez ludzką bezradność i niemożliwość.” Czegoś mi brakuje w tej interpretacji. Myślę, że bogaty młodzieniec nie przyszedł do Jezusa, aby spojrzeć Mu w oczy, chciał jedynie potwierdzenia własnych myśli. Bogaty młodzieniec jest w większości z nas. Podświadomie unikamy Bożego spojrzenia, wykręcamy się, gdy słyszymy słowa, które nam nie odpowiadają. Jak potoczyłaby się historia, gdyby jednak odważył się spojrzeć Jezusowi w oczy? Kim stałby się, gdyby pozwolił, aby dotknęło go Boże spojrzenie?

Zamiast odpowiedzi, w tym miejscu przytoczę fragment książki opisujący spojrzenie Jezusa, które spoczęło na św. Franciszku z Asyżu. Modlił się on w kościele św. Damiana, wpatrzony w bizantyński krucyfiks: „Ile razy tak się modlił? Trudno powiedzieć. Modlił się, aż któregoś dnia dostał odpowiedź. Nie były to słowa. To było coś więcej. On odpowiedział mu spojrzeniem. Te otwarte oczy Jezusa ożyły! Poczuł, że On na niego patrzy. Nikt na niego tak nie patrzył. Może spojrzenie matki było trochę podobne. Ale to było spojrzenie przeszywające całe jego jestestwo. Chłonął je, dawał mu się przeniknąć aż do szpiku kości. Czuł, że On go rozumie. Nie jak jego rodzony ojciec, który nie był w stanie pojąć tego, co się z nim działo. Tutaj czuł, że Bóg go kocha, cieszy się nim, patrząc na niego łagodnie, bez wyrzutów, bez pretensji o przeszłość. To doświadczenie zupełnie roztopiło jego serce. To doświadczenie dodało mu otuchy, nawet więcej, dało niewzruszoną pewność wiary, że On sam go poprowadzi, że nie musi się obawiać.”

Jakie spojrzenie noszę w swoim sercu? Papież Franciszek podkreśla: „Kto pozwala, aby patrzył na niego Chrystus ukrzyżowany, zostaje na nowo stworzony, staje się „nowym stworzeniem”.” Idąc tym tropem o. Andrzej Zając przyjęcie Chrystusowego spojrzenia nazywa „sakramentem odnalezienia”. Nie tylko pozwalamy się odnaleźć Bogu, ale również odnajdujemy samych siebie.  Autor stwierdza: „Od spojrzenia Boga wyruszam w świat, w życie.” I dodaje: „Spotkawszy Jezusa przez doświadczenie Jego spojrzenia, można wrócić do siebie już nie samemu, ale z Nim, by z Nim rozpocząć na nowo.”

Widzieć! – wielkie słowo, które jest kluczem do otwarcia serca na drugiego człowieka. Ojciec Andrzej Zając nie boi się przyznać, że wciąż uczy się patrzeć. Wyznaje: „Muszę nauczyć się patrzeć na nowo, muszę nauczyć się tego nowego spojrzenia, aby cierpiący człowiek, aby drugi człowiek przypominał mi o Jezusie. Misja zaczyna się od spojrzenia.”

Autor jednoznacznie stwierdza, że tak jak patrzę na człowieka, tak patrzę na Boga. Trudne to są słowa i trudna nauka, ale niosą w sobie to światło, które rozprasza mgłę i pokazuje drogę. „Jezus utożsamia się z człowiekiem. Nie tylko z tym, którego kocham, ale z każdym, również z tym, którego nie umiem kochać.” Dlatego autor pokornie modli się: „Panie, daj mi oczy, które będą widzieć Ciebie w moich braciach.”

Przeciwieństwem widzenia jest niewidzenie. Ślepota. Bielmo na oczach. Nasuwa się pytanie, skoro Bóg pobłogosławił nas łaską wzroku, dlaczego nie widzimy? Dlaczego jesteśmy ślepi? Co blokuje światło i sprawia, że żyjemy w ciemności? Ojciec Zając stawia paradoksalną odpowiedź, która jednak poraża swoją prawdziwością. Nie widzimy, bo boimy się spotkania z samym sobą i z drugim człowiekiem. Strach przed spotkaniem, przed bliskością, paraliżuje nas. A tymczasem „spotkanie otwiera oczy!”. Nie mówimy jednak o zwykłym spotkaniu, ale o bliskości, o otwartym sercu… Autor pisze: „Nie można sądzić z pozorów, nie można osądzać. To znaczy, można sądzić i osądzać, ale na własną zgubę. Osądzając, działa się przeciw sobie samemu, pozbawiając się ukrytych darów, jakie Bóg przygotowuje dla człowieka, któremu chce otworzyć oczy.”

Książka ojca Andrzeja Zająca, wydana w serii  „Mistyka codzienności”,  jest zaproszeniem do odczuwania Boga, do smakowania Go wszystkimi zmysłami. Wzrok jest jednak tym szczególnym obszarem, do odkrywania którego autor zaprasza: „To jest szczególna sztuka: tak patrzeć, żeby widzieć! Przedzierać się przez zasłonę widzialności i docierać do serca człowieka, spraw, zdarzeń. Bóg uzdalnia człowieka do widzenia, dając mu swoje światło, które przenika materię i zmysły, a człowiek zaczyna widzieć, jak widzi Bóg.”

Serdecznie polecam książkę, do której sam będę wielokrotnie wracał.

Artur Żak

Ojciec Andrzej Zając, Lubię, jak na mnie patrzysz, Wydawnictwo Franciszkanów Bratni Zew, Kraków 2019.

Udostępnij