Ludzi coraz mniej interesuje prawda. Wolą mieć rację. Może właśnie dlatego są coraz bardziej zagubieni i samotni? Gdy ludzie przestają być gotowi  na przyjęcie i niesienie własnego krzyża, jak mogą zaświadczyć o prawdzie? To bolesne pytanie wielokrotnie pojawiało się we mnie, gdy czytałem autobiografię Tomáša Halíka .  Ale w książce jest jeszcze jedna nuta, która podskórnie rozbrzmiewa niemal z każdej strony. Jest nią przekonanie, że zbyt rzadko uświadamiamy sobie, jak Bóg pracuje w naszym życiu. O książce Tomáša Halíka  „Od „podziemnego Kościoła” do labiryntu wolności. Autobiografia” – pisze Artur Żak.

Tomáš Halík, czeski duchowny, teolog, profesor socjologii, bliski przyjaciel Vaclava Havla, jest postacią dobrze znaną w Polsce. Na język polski zostało przełożonych kilkanaście jego książek, z których jedną, „Przemówić do Zacheusza”  zrecenzowaliśmy już wcześniej na łamach Liter Wiary. Autobiografia jest próbą podsumowania życia i poglądów autora. Pokazuje drogę, na której wykuwały się jego przekonania, ale i liczne życiowe dylematy.  Dodatkowo, książka jest wyjątkowym zapisem ukazującym stan Kościoła Katolickiego w Czechach zarówno w epoce komunizmu, jak i dziś. 

„Tyle dróg już przeszedłem, tyle tego przeżyłem – i wciąż jeszcze nie jestem u końca. Wciąż mam się czego uczyć, w czym dojrzewać, co naprawić i za co dziękować. Widać ciągle jeszcze nie wypełniłem zadania, które było mi powierzone, a może wciąż je niedostatecznie rozumiem” – pisze Tomáš Halík na przedostatniej stronie swojej autobiografii. Wydaje mi się, że te słowa powinien zawrzeć na początku książki, gdyż jest w nich zaproszenie do współtowarzyszenia mu w jego podróży w przeszłość i w głąb siebie.

W życiu Tomáša Halíka wydarzyło się tak wiele, że mógłby obdzielić tym co najmniej kilka osób, a jednak wczytując się w jego wspomnienia odkrywamy, że kluczowym elementem w całym jego życiu była cisza. To ona kształtowała jego decyzje i postawy. Była swojego rodzaju kotwicą, która cumowała go przy Bogu. Zresztą, sam podkreśla, że od Boga oddalamy się poprzez strach, „który nas w naturalny sposób opanowuje, gdy myślimy o sobie pośród zawirowań i burz, ale nawiązujemy z nim kontakt, gdy zostawiamy mu w sobie wolną przestrzeń – choćby po to, by milczał i spał. Tak, Bóg umie milczeć i nas też uczy milczenia.”

Tomáš Halík od lat regularnie jeden miesiąc w roku spędza w pustelni z dala od ludzi i spraw świata. Pisze: „Często, zwłaszcza podczas wieczornych spacerów w okolicy pustelni, uświadamiałem sobie, jak samotność, cisza, post i regularna medytacja poprawiają nie tylko myślenie, ale i postrzeganie zmysłowe – o wiele intensywniej odbieramy barwy kwiatów, dotyk ziemi i kory drzew, zapachy i śpiew ptaków i cudowną muzykę leśnej ciszy.”

W ciszy, przede wszystkim, łatwiej jest dostrzec, jak Bóg pracuje w życiu człowieka. Czym bardziej jesteśmy zabiegani, tym więcej potrzebujemy ciszy w sobie, aby nie ulec iluzji, że to my jesteśmy twórcami własnego życia. Pokusa takiego myślenia jest bardzo silna i autor nie ukrywa, że wielokrotnie musiał stawiać jej czoła. Tym bardziej warto przeczytać, co poczuł, gdy udało mu się wyzwolić: „Przeżyłem z ogromną ulgą poczucie, że nie jestem reżyserem mojego życia, że moja siła przeżycia i wytrwania wypływa z jakiegoś o wiele głębszego źródła niż kłębek mojego „ja”, moje mięśnie, moje myśli, moje nerwy – i ja się temu źródłu całkowicie oddałem, „przełączyłem na Boga”, przekazałem mu ster – i poczułem ogromny przypływ sił i wielkie wyzwolenie. Była w tym pewna rezygnacja, ale bynajmniej nie popadnięcie w bierność; raczej poczułem ogromną intensyfikację mej aktywności i jej oswobodzenie od jakiegokolwiek hamującego i denerwującego strachu o siebie.”

We wstępie do recenzji postawiłem tezę, że kluczowy obszar życia Tomáša Halíka i jego myśli zajmuje opozycja: posiadanie racji – życie w prawdzie. Myślę, że ta para przeciwności powinna stać się podstawą rachunku sumienia nie tylko dla pojedynczego człowieka, ale również dla wielu instytucji, z Kościołem na czele. Znamiennie brzmią słowa Tomáša Halíka, kiedy wskazuje, że rolą Kościoła nie jest obrona granic, ale przekraczanie ich, aby poświęcić się „towarzyszeniu poszukującym” we wzajemnym szacunku i bez intencji nawracania, ze świadomością, że we wzajemnym dialogu obie strony mogą ulec przemianie. „Pełnia prawdy nie jest niczyją własnością, lecz pozostaje wspólnym celem. Prawda, którą otrzymujemy w Chrystusie, nie jest statycznym przedmiotem i zbiorem formułek, ale jest zarazem drogą i życiem, czymś, co jest dynamiczne, co wciąż zaprasza, by „wypuścić się na głębię” – pisze autor.

„Głębia” jest to słowo, które często pojawia się na stronicach Autobiografii. Ukrywa w sobie zarówno tęsknotę jak i pewien ideał, do którego powinniśmy dążyć. Dlatego też nie dziwmy się, że padło ono również podczas wykładu wygłoszonego przez Tomáša Halíka po otrzymaniu Nagrody Templetona: „Aleksander Sołżenicyn odpowiedział kiedyś na pytanie, co przyjdzie po komunizmie: nastanie długa, długa droga uzdrowienia. Moja odpowiedź na pytanie, co przyjdzie po okresie, kiedy wielu wierzących i niewierzących myślało, że tak łatwo jest mówić o Bogu i religii, brzmi jednak: oczekuję, że przyjdzie długa, bardzo długa droga do głębi. I mam na to nadzieję.”

Droga w głąb, droga do głębi jest to droga prawdy – mówi Tomáš Halík. Ale zauważa również, że prawda w dzisiejszym świecie przegrywa, a świadkowie prawdy są „wśród pokonanych, wśród ofiar, wśród tych, którzy tracą, aż w końcu tracą to najcenniejsze – własne życie.” Znamiennie brzmi pytanie: „A może zwycięstwo prawdy objawia się w tym – i właśnie tylko w tym – że są tu ludzie, dla których wierność prawdzie pokonuje strach przed śmiercią, ludzie, którzy pokazali, że prawda może mieć dla kogoś większą wartość niż własne życie? Ci, dla których kluczem do zrozumienia życia i świata była historia Jezusa z Nazaretu, wiedzieli, że „dać świadectwo prawdzie” może tylko ten, kto jest gotów w tym świecie przegrywać, nieść krzyż. A częścią tego krzyża jest także cyniczne pytanie Piłata: „Czym jest prawda?””

Autobiografia Tomáša Halíka jest to przede wszystkim historia człowieka mądrego życiem, który ma świadomość, że jest prowadzony i przyjmuje ten dar. Wielokrotnie w czasie lektury pojawiała się we mnie myśl, że czym bardziej chcemy mieć rację, tym bardziej życie przecieka nam przez palce. Możliwe, że największą sztuką jest umiejętność przyjęcia Bożego prowadzenia. Warto zobaczyć jak to wyglądało w przypadku Tomáša Halíka  Mogę zapewnić, że inaczej wtedy smakują jego książki.

Artur Żak

Tomáš Halík, Od „podziemnego Kościoła” do labiryntu wolności. Autobiografia, tłumaczenie: Jacek Illg, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

Udostępnij