Ona: porządna, skromna i mocno, a dla niektórych przesadnie, religijna. On: imprezowicz, bezwzględny łamacz kobiecych serc i na domiar wszystkiego ateista. Czy takie skrajności mają szansę na porozumienie? No cóż, los dość często bywa przewrotny, a miłość ślepa…  O książce Małgorzaty Lis „Przebaczam ci” – pisze Joanna Skrzypnik.

Przypadkowe spotkanie w windzie, mocniejsze drgnienie serc, a później cała seria zbiegów okoliczności pchających ich ku sobie. Zdawać by się mogło, że to jakaś odgórna aranżacja, że ci dwoje są sobie przeznaczeni. Pomimo wielu przeciwności i serii nieszczęśliwych wypadków młodzi dość szybko decydują na wspólne życie, niestety już we troje: ona, on i wózek inwalidzki. Miłość mimo wszystko zwyciężyła!

Ucieszyłam się na wieść, że Małgorzata Lis nie kazała swoim czytelnikom czekać zbyt długo na drugą część książki z cyklu „Opowieści z wiary”. Intrygujący tytuł: „Przebaczam ci” od razu uruchomił moją wyobraźnię. Przebaczenie jest konsekwencją popełnionej winy. A więc znów będzie się działo, pomyślałam i z tym większą ciekawością zabrałam się do lektury.

Minął dopiero rok od napadu w parku, a Ania i Marcin są już małżeństwem. Niedawno wprowadzili się do swojego własnego trzypokojowego mieszkania na Ursynowie. Dwie czerwone kreseczki na teście ciążowym wydały im się największym cudem świata wzbudzając jednocześnie niedowierzanie, łzy szczęścia i wzruszenia. Tak wiele par miesiącami, a nawet latami stara się o dziecko, a oni trzy tygodnie po ślubie i już oczekują potomka. Dla Marcina jest to niezbity dowód, że pomimo kalectwa wciąż jest pełnowartościowym mężczyzną i że życie, które jeszcze nie tak dawno temu uważał za skończone, tak naprawdę dopiero się zaczyna.

W tej części powieści, podobnie zresztą jak w poprzedniej, autorka kładzie duży nacisk na problem czystości przedmałżeńskiej swoich bohaterów. Mocno doceniam, że nie próbuje nic koloryzować, tylko stawia sprawę jasno: to nie lada poświęcenie – ławo nie jest! Przekonali się o tym i Ania z Marcinem, i inne młode pary z powieści. Wniosek wypływający z ich doświadczeń jest jeden: z bliskością fizyczną lepiej się nie śpieszyć. Wiem, wiem, tak mówią tylko osoby głęboko religijne, a dla zdecydowanej większości ludzi na świecie fakt, że dorosła kobieta i dorosły mężczyzna idą z sobą do łóżka przed ślubem nie stanowi żadnego problemu. Ale nie dla naszych bohaterów, którzy wierzą, że w miłości fizycznej chodzi o coś więcej i że to coś bez sakramentu uwieńczonego bożym błogosławieństwem traci swoje znaczenie. Ania i Marcin są dumni z siebie, że pomimo istnej gehenny udało im się wytrwać w czystości. Potrafią docenić to zwłaszcza teraz, świeżo po ślubie, kiedy mogą cieszyć się już niczym nie zmąconą pełnią życia i wzajemnie obdarowywać się szczęściem. Sakrament małżeństwa dał im dodatkowe wsparcie w budowaniu misternej konstrukcji wzajemnych relacji. Ania codziennie dziękuje Bogu, że Marcin się nawrócił. Bo przecież gdyby tak się nie stało, nie mogłaby z nim być.

Aktualne życie świeżo upieczonych i głęboko w sobie zakochanych małżonków przypomina sielankę. Niestety na horyzoncie już zbierają się ciemne chmury…

A później wszystko potoczyło się już bardzo szybko i zupełnie nie po myśli bohaterów. Ania w akcie desperacji szeptała modlitwę, ale coraz mniej wierzyła, że zostanie wysłuchana. „Czuła, że umiera razem ze swoim dzieckiem”.

Poronienie jest dramatem dla obojga rodziców, ale dla kobiety może być prawdziwym końcem świata, pustką, która każdego dnia pochłania coraz to bardziej i bardziej, aż do zanegowania własnego życia. W tym całym nieszczęściu Ania jest mimo wszystko szczęściarą, ma kochającego męża, prawdziwych przyjaciół i głęboką wiarę w Boga. Ale czy to jej wystarczy, by przetrwać? Dlaczego nawet Bóg, który dotąd był jedynym pewnikiem i ostoją, teraz wydaje się nieobecny, albo, o zgrozo! – karzący. A może to właśnie On wszystko tak pokomplikował, żeby móc z tego wyciągnąć jakieś dobro? Ale jakie dobro, przecież umarło dziecko?!

A może to grzechy Marcina z przeszłości wybrzmiewają zbyt głośnym echem w teraźniejszości i powodują tę całą lawinę dramatów i dziwnych zbiegów okoliczności? Różne uzasadnienia, czasami nawet najbardziej absurdalne przychodzą do głowy naszym bohaterom. I na domiar złego coraz częściej biorą górę emocje, które skutecznie oddalają ich od siebie i uniemożliwiają porozumienie.

Dobre wyczucie psychologiczne i jak mniemam duże doświadczenie życiowe pozwalają autorce wczuwać się oraz odpowiednio interpretować problemy i zachowania bohaterów obojga płci. Istotne życiowe wątki przedstawiane są zarówno z kobiecego, jak i z męskiego punktu widzenia, co czyni książkę atrakcyjną nie tylko dla pań. Pozwolę sobie podkreślić, że obserwacja zachowań bohaterów może okazać się pomocna w lepszym zrozumieniu różnic wynikających z płci.

Dużym walorem książki są liczne i niespodziewane zwroty akcji, które trzymają czytelnika w ciągłym napięciu i nie pozwalają oderwać się od lektury.

Nie chcąc Państwu zdradzać wszystkich tajemnic, jedynie w kilku słowach nadmienię o pozostałych bohaterach książki. Michał z Patrycją są zmuszeni przyśpieszyć termin ślubu. Łukasz, chłopak Kaśki podstępnie pobiera materiał do badań genetycznych od domniemanego brata. Gdzieś po świecie chodzą dzieci, które pokutują za tzw. błędy młodości swoich nigdy niepoznanych rodziców. Mało tego, gdzieś po świecie chodzą panowie nieświadomi, że są ojcami.

Jest sporo winnych dookoła, dlatego aby żyć dalej i mieć w miarę spokojne sumienie, konieczne jest przebaczyć i przyjąć przebaczenie. Wiem, że nie jest to łatwe i że czasami słowa „Przebaczam ci” nie chcą przecisnąć się przez gardło. Ale przy odrobinie dobrej woli wszystko jest możliwe. Przekonali się o tym bohaterowie najnowszej książki Małgorzaty Lis i to chociażby jest istotnym powodem, dla którego warto ją przeczytać.

Joanna Skrzypnik

Małgorzata Lis, Przebaczam ci, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2020.

Udostępnij