Wierni Kościoła Katolickiego w Polsce z niecierpliwością odliczali dni do 7 czerwca 2020 r. Niestety już w kwietniu okazało się oczekiwana radość nie nastąpi. Zamiast ogłoszenia kardynała Stefana Wyszyńskiego błogosławionym, owszem ogłoszono, ale pandemię koronawirusa. Ceremonia beatyfikacyjna została zawieszona w czasie. O książce Ewy Czaczkowskiej „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość” – pisze Joanna Skrzypnik.

Opublikowaną w maju 2020 roku książkę Ewy Czaczkowskiej pt. „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość” też można traktować jako pewną formę przygotowania do beatyfikacji, gdyż w piękny i kompetentny sposób przybliża postać naszego wielkiego rodaka. Jest swojego rodzaju biografią, ale nie taką zwyczajną, która krok po kroku podaje suche fakty z życia bohatera. Sposób w jaki autorka przybliża postać Stefana Wyszyńskiego zachwyca wielopłaszczyznowym podejściem do tematu. Ukazuje Prymasa na różnych etapach jego życia, kładąc nacisk na te, które odegrały najważniejszą rolę dla ojczyzny i dla Kościoła. Dużą uwagę poświęca nauczaniu Kardynała, które pomimo upływu kilkudziesięciu lat od Jego śmierci Prymasa niewiele straciło na swojej aktualności. Lecz przede wszystkim ukazuje świętość jego życia, która pomimo sprawowania najwyższych funkcji, niezmiennie zdumiewa i pobudza do refleksji.

Autorka rozpoczyna od stwierdzenia, że o Stefanie Wyszyńskim na wiele sposobów, ponieważ był postacią wielowymiarową: biskupem, kardynałem, mężem stanu, interreksem, duchowym przywódcą narodu itd. Można też spróbować spojrzeć na jego życie trochę inaczej, z perspektywy „człowieka wewnętrznego”. Tę właśnie wielowymiarowość udało się Ewie Czaczkowskiej doskonale uchwycić i chyba dlatego obraz Stefana Wyszyńskiego jest tak bardzo prawdziwy i „żywy”.

Urodził się w pobożnej i patriotycznej rodzinie wiejskiego organisty. Pierwszym wydarzeniem, które wywarło mocne piętno na całym jego życiu była śmierć matki, kiedy miał tylko dziewięć lat. To wtedy właśnie jego wiara zaczęła nabierać maryjnego rysu, który wraz z upływem czasu tylko się pogłębiał, co jest widoczne w jego późniejszych przedsięwzięciach: Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna z peregrynacją kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi itd.

Z książki Ewy Czaczkowskiej wyłania się skromny, głęboko religijny i świątobliwy człowiek, który nigdy nie szukał władzy. Którego ideałem była praca duszpasterska na wiejskiej parafii. Stało się inaczej, warunki historyczne zmusiły go do przyjęcia zupełnie innej roli. „Ogromna odpowiedzialność za Kościół i naród, który znalazł się w szczególnie trudnym momencie dziejów, kazały mu być kimś więcej, co zaowocowało tym, że stał się ‘pater patriae’ – ojcem ojczyzny, interreksem, sprawującym przywództwo duchowe i mówiącym w imieniu narodu” (s. 15). W trudnym momencie dziejów Prymas stał się jedynym w kraju autorytetem.

Autorka zwraca uwagę na osamotnienie Prymasa w sprawowaniu swej funkcji. Ks. prof. Piotr Nitecki opisał tę samotność w kilku zdaniach: „Był samotny wobec władz państwowych, uprawiających działalność wrogą Kościołowi. Był samotny w Kościele – nie rozumieli go urzędnicy watykańscy i polscy biskupi. Był też samotny w społeczeństwie, które patrzyło na niego z nadziejami, jakich nie mógł spełnić” (s. 17). Nigdy się jednak nie poddał.

Tylko człowiek obdarzony silną wiarą i odpowiednimi przymiotami charakteru mógł z godnością stawić czoła tak wielkiej presji. Nieustanne inwigilowanie przez tajną milicję, fizyczne i psychiczne szykany byłoby w stanie złamać najsilniejszego człowieka. Ale nie jego. On nigdy nie dał się zastraszyć! A przy tym pozostał osobą skromną i we wszystkim, co robił bardzo autentyczną.

Skierowany na ręce przywódcy stalinowskiej Polski Bolesława Bieruta słynny memoriał „Non possumus” jasno ukazał, z jakim człowiekiem mamy do czynienia. W tamtych czasach ogólnego zastraszenia nie bał się upominać o prawa narodu. Jego odwaga zasługuje na podziw.

Wielka miłość jaką darzył Boga, przejawiała się przede wszystkim w miłości do człowieka i do ojczyzny. „Całe nasze życie tyle jest warte, ile jest w nim miłości” – mawiał. Od niego politycy i dostojnicy kościelni powinni uczyć się miłości do ojczyzny: „Kocham Ojczyzną więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”.

Jednym ze środków do świętości była dla Stefana Wyszyńskiego praca. Jego nauczaniu na temat pracy i jej znaczenia dla rozwoju duchowego człowieka autorka poświęca sporo uwagi, zwłaszcza, że poglądy Prymasa zaskakują swoją aktualnością.

Szczególnie ciekawa część książki poświęcona jest duchowej przyjaźni pomiędzy Stefanem Wyszyńskim a młodszym od niego o całe pokolenie Karolem Wojtyłą. Obydwaj doskonale zdawali sobie sprawę, że celem Służb Bezpieczeństwa jest doprowadzenie do ich poróżnienia, ale więź, jaka narodziła się między nimi była nie do złamania. Działali w pełnej harmonii i nigdy z sobą nie konkurowali: „Ja będę pilnował tego, co w kraju, a ksiądz kardynał niech buduje nasze więzi na zewnątrz” (s. 149).

Już od wczesnego dzieciństwa otoczony kobietami, Stefan Wyszyński doskonale znał kobiecy świat. Wystarczy wspomnieć, że miał cztery siostry, w tym jedną przyrodnią. Później był opiekunem i ojcem duchownym kobiet z tzw. „Ósemki”( czyli dzisiejszym Instytutem Prymasa Wyszyńskiego). Oczywiście nie wszystkim się to podobało, zaś tajna Służba Bezpieczeństwa chciała wykorzystać kontakty z kobietami z zwłaszcza z Marią Okońską, w celu zniszczenia autorytetu prymasa. Byli też tacy, którzy zarzucali mu „że dał się ‘owładnąć’ kobiecie, która ma wpływ na wszystkie jego decyzje, a przede wszystkim na rozwój kultu maryjnego” (s. 167). Bez wątpienia w temacie kobiet Stefan Wyszyński wyprzedzał swoją epokę. Promował kobiety w trudnych, przedsoborowych czasach, kiedy w Kościele niewiele miały one do powiedzenia. „Trzeba uznać jej miejsce w Kościele, w pracy apostolskiej i wyrabiać to miejsce dla pracy apostolskiej kobiety” – pisał (s. 184).

Muszę też wspomnieć o wplecionych w tekst dziesiątkach zdjęć z różnych etapów życia Stefana Wyszyńskiego, które bez wątpienia mocno uatrakcyjniają lekturę.

Książkę zamyka obszerny wywiad Ewy K. Czaczkowskiej z ojcem profesorem Zdzisławem J. Kijasem, relatorem w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie, który odsłania kulisy procesu beatyfikacyjnego Stefana Wyszyńskiego.

Autorka jasno i rzeczowo przedstawiła postać naszego Wielkiego Rodaka uwypuklając listę jego zasług dla Kościoła i dla kraju. Gdyby nie on, w pewnym momencie naszych dziejów, trudno byłoby ocalić chrześcijańską tożsamość Polski. Trafnie postawił wtedy nie na Katolicyzm intelektualny czy elitarny, ale na prostą pobożność ludową, bo wiedział, że tylko ona jest w stanie powstrzymać zalewającą kraj falę ateizmu. Powstrzymała.

Prymas zwyciężył!

Miejmy nadzieję, że pandemia nie na długo zawiesiła w czasie jego beatyfikację!

Joanna Skrzypnik

Ewa K. Czaczkowska, Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

Udostępnij