Święta Monika jest patronką kobiet prawie wszystkich stanów: matek, wdów, mężatek oraz tych, które z jakiegokolwiek powodu wiodą samotne życie. Ale przede wszystkim uciekają się do niej po ratunek kobiety, które znalazły się w małżeńskich tarapatach albo przeżywają problemy ze swoimi dziećmi. Ogólna wiedza o życiu świętej jest raczej skąpa i na tyle powierzchowna, że można by ją zamknąć w zdaniu: „Matka św. Augustyna usilnie zabiegająca o jego nawrócenie”. Z tym większą radością przyjęłam pojawienie się na polskim rynku wydawniczym nowej biografii tej, jakby nie było, najsłynniejszej chrześcijańskiej matki pierwszych wieków naszej ery – o książce Anny Bernet, „Monika. Matka św. Augustyna” – pisze Joanna Skrzypnik.

Książka jest subtelną literacką opowieścią o św. Monice dedykowaną dla wszystkich, którzy chcą poznać bliżej tę niezwykłą kobietę. Barwny i mocno uwspółcześniony język sprawia, że czyta się ją lekko i przyjemnie, jakby opowiadała o rzeczywistości czasowo nam bliskiej, a nie o historii, która wydarzyła się tysiąc siedemset lat temu. To tylko dowodzi, że Anne Bernet jest doświadczoną pisarką, niesłychanie kompetentną w swojej dziedzinie. Fakt, że napisała ponad czterdzieści poczytnych i przetłumaczonych na kilkanaście języków książek, mówi sam za siebie i jest to najlepszą reklamą jej twórczości.

Życie świętej Moniki można rozpatrywać z różnych stron, ale jedno jest pewne: pamięć o niej nie miałaby szans przetrwać tysiąclecia, gdyby nie jej syn – Augustyn. Tylko jemu zawdzięczamy wiedzę o tak wielu szczegółach z życia matki. Wspomnienia o matce przewijają się przez jego dzieła i ukazują jej prawdziwie i bardzo ludzkie oblicze. Uwypuklają zalety, odsłaniają wady. Opisują niełatwe i często bardzo zagmatwane relacje matka – syn. Anne Berent po mistrzowsku wykorzystała je w swojej powieści. Podczas lektury miałam wrażenie, że książka jest również biografią św. Augustyna, bo właściwie nie da się mówić o Monice w oderwaniu od opowieści o synu.

Św. Monika żyła w czasach, w których chrześcijaństwo współistniało z pogaństwem i z wieloma nowo powstającymi schizmami. Urodziła się w rodzinie chrześcijańskiej, ale trzeba wiedzieć, że w jej rodzinnym mieście liczba chrześcijan była naprawdę znikoma. Życie Moniki nigdy nie było łatwe, a wręcz przeciwnie, od dzieciństwa naznaczone różnymi przeciwnościami. Oddano ją wraz z siostrami pod opiekę starej, pobożnej lecz niezwykle surowej służącej, która zakazywała niemalże wszystkiego. Nawet w największe upały dziewczynki nie mogły ugasić pragnienia, gdyż jak powiadała: „Teraz pijecie wodę, ponieważ nie rozporządzacie winem, gdy zostaniecie mężatkami i paniami spiżarń i piwnic, zbrzydnie wam woda, ale zwyczaj picia pozostanie” (s. 16). Rodzicom nie przeszkadzały spartańskie metody wychowawcze służącej, im wystarczyło, że była chrześcijanką. Nikt nie przypuszczał, że w wielu kwestiach rady opiekunki odniosą odwrotny skutek do zamierzonego. Po jej śmierci Monika na zasadzie przekory wobec jej surowych zakazów, rzeczywiście zaczęła podpijać, ale nie wodę, tylko wino. To sprawiło, że już w wieku dziesięciu lat popadła w uzależnienie od alkoholu. Ale Monika od dziecka miała silną wolę i potrafiła skutecznie walczyć ze swoimi słabościami. Dodatkowo chrzest, który był w jej życiu momentem przełomowym, sprawił, że doznała radykalnej przemiany, stając się wzorem skromności i umiarkowania.

Rodzice Moniki, drobni posiadacze ziemscy, z powodu złej polityki skarbowej Cesarstwa Rzymskiego stopniowo ubożeli i nie mogli wyposażyć córki w wysoki posag. Na domiar złego dziewczyna nie była zbyt urodziwa, więc również pod tym kątem szanse na dobre zamążpójście miała znikome. Z powodu braku innego kandydata na męża wyszła za mąż za starego kawalera, czterdziestopięciolatka – człowieka pełnego wad i znanego z rozwiązłego życia. A na dodatek poganina. Wiedziała, że nie ma wyboru: albo on, albo żaden. Od początku zdawała sobie sprawę, że łatwo nie będzie. I nie było…

Niektórzy zarzucają Monice różne grzechy: że była apodyktyczną egoistką, kobietą władczą narzucającą swoim najbliższym wybór życiowej drogi, że miała słabość do wysokich stanowisk i wręcz chorobliwie pragnęła ludzkiego uznania. Tak, to prawda, Monika nie była kobietą idealną, ale patrząc na nią jedynie przez pryzmat zwyczajów panujących w XXI wieku ocenimy ją zazwyczaj krzywdząco i niewłaściwie. Każdy człowiek ma wady, ale nie każdy, jak Monika,  potrafi z nimi skutecznie walczyć. Słusznie została świętą i na pewno nie tylko dlatego, że doprowadziła do nawrócenia syna –człowieka, który realnie wpłyną na kształt wiary.

Za jej przyczyną również mąż poganin przed śmiercią przyjął chrzest. Później już nigdy nie ubolewała nad tym, co przed jego nawróceniem od niego wycierpiała.

Monika była kobietą modlitwy i kontemplacji Pisma Świętego. Siedemnaście lat żarliwych próśb do Boga w końcu przyniosło owoce i to o wiele bardziej obfite niż mogła się spodziewać. I tylko to się liczyło. Teraz już mogła spokojnie odejść.

Nawrócony Augustyn w dniu swoich trzydziestych drugich urodzin wzniósł toast, który, jak mniemam, zrekompensował jej wszystkie wcześniejsze cierpienia: „za naszą matkę, której tak wierzę, zawdzięczam wszystko, czym żyję” (s.  140).

Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze innych, według mnie bardzo ważnych, atutach książki: szczegółowym nakreśleniu kontekstu historycznego czasów, w których żyła Monika oraz o  opracowanych z pietyzmem przypisach, w których autorka, kiedy to tylko jest możliwe, odsyła do materiałów źródłowych.

Książkę polecam również tym Czytelnikom, którzy pragną zapoznać się z życiowymi perypetiami św. Augustyna. Osobiście odnoszę wrażenie jakbym przeczytała dwie opowieści biograficzne, a na dodatek sercem pisane: przez syna o matce i przez matkę o synu.

Joanna Skrzypnik

Anne Bernet, Monika. Matka św. Augustyna, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2020.

Udostępnij